wtorek, 30 sierpnia 2011

Here we go!

Chyba jestem straszną gadułą... :P

No ale w końcu mi się udało zacząć!

   Nawet bóg może mieć zły dzień. A dlaczego by nie? Może się tak zdarzyć, że akurat to ty siedzisz na czele panteonu bóstw. Czyli nie mniej, nie więcej jesteś odpowiedzialny za pilnowanie tej całej rozwydrzonej zgrai. Niby jest was dziesięcioro, niby każdy jest odpowiedzialny za coś innego, a jednak, jak coś nawywijają, to ty zbierasz cięgi. Ot, choćby dziś.  Fuoran, który jest bóstwem żywiołu ognia, wdał się w popijawę ze Śmiercią i dał się namówić na grę w kości. Niby nic, powiecie. Sęk w tym, że Śmierci się ostatnio nudzi, a że ognisty dureń jest beznadziejnym graczem, to przerżnął. I to z kretesem – u śmiertelnych będzie potężna susza latem. I cieszyć się należy, że tylko latem, bo znając możliwości tej dwójki… Jeszcze można by przeboleć tą suszę, tyle że mieszkańcy Krain wszelakie prośby zanosić będą do Fuorana. Ten, oczywiście nic nie zrobi, no bo co miałby zrobić, więc całe niezadowolenie zwróci się przeciwko tobie. „Też mi coś – jesteś Bóstwem, więc czego się przejmujesz?” – ktoś mógłby powiedzieć. Tylko, że te wszystkie narzekania powodują u ciebie potężne migreny. Tak jak dziś. A do tego trzeba jeszcze doliczyć biegunkę.
   Co tu dużo mówić, Asaroth, Najwyższy z Najwyższych, główne bóstwo Krain, tkwił w toalecie.  Dobrze chociaż, że papieru nie brakło. Jakby tego wszystkiego było mało, strasznie prześladowało go, co też ta cała nieodpowiedzialna banda wymyśli na Posiedzeniu Najwyższych pod jego nieobecność.
   „Powinienem tam być”, pomyślał, markotnie sięgając do wiszącej rolki. Zaklął paskudnie, gdy się okazało, że na niej nic się nie ostało.  Zmarszczył czoło i pusta rolka papieru została zamieniona na nową. Chociaż jakieś plusy z bycia bogiem. Wsłuchał się przez chwilę w swój organizm i doszedł do wniosku, że wszystko co z niego zejść mogło zeszło i można wrócić na Posiedzenie Najwyższych.
   Z uczuciem niepokoju dotarł do drzwi, za którymi znajdowała się Sala Posiedzeń.  Uczucie to nasiliło się, gdy skonstatował, że zza drzwi nie dobiega zwyczajowy hałas: krzyki, kłótnie czy śpiewy (jak już sobie popili). Gdy wszedł do środka, powitały go uśmiechy osób siedzących dookoła wielkiego stołu, na którym piętrzyły się przeróżne smakołyki.
   - Panie, czy wszystko już dobrze? – zapytała Nemirith, bogini roślinności i uzdrowicieli. – Mówiłam ci, żebyś nie mieszał wina z owocami sari. – dodała z wyrzutem.
   - Jak zwykle miałaś rację, moja droga. – odparł z uśmiechem. – Coście wymyślili tym razem? – spytał, rozglądając się po twarzach pozostałych.
   Cisza się pogłębiła.  Wszyscy spoglądali jeden na drugiego w nadziei, że ten drugi przekaże na czym stanęło. Nikt nie chciał podpaść, już i tak poirytowanemu Asarothowi.
   - No więc…?
   Nemirith straciła cierpliwość. 
   - Saronie, to twój pomysł więc wypadałoby, żebyś sam go przedstawił.
   Wywołany wyraźnie się zmieszał.
   - Ja… eee… No więc ustaliliśmy… Ale to jeszcze tak jakby w sferze planów… 
   Asaroth stracił cierpliwość.
   - Biegunka i migrena, a teraz ty… Jeżeli natychmiast mi nie powiesz, coście tym razem zmalowali, przysięgam, że za karę będziesz służył Śmierci jako wierzchowiec!!
   Saron zrobił się blady jak ściana. Będąc bóstwem wszelakiego dobrobytu, uwielbiał jedzenie, co w połączeniu z jego lenistwem skutkowało olbrzymią nadwagą.  Sięgnął trzęsącą się ręką po puchar wina stojący przed nim, łyknął desperacko i stracił dech.
   - Fuoran zgubił Księgę.
   - Nie zgubiłem, tylko mi ją Morath z ręki wytrącił!
   - Na jedno wychodzi.
   - Wcale nie!! Różnica tkwi w int-
   - CISZA!!! – ryknął Asaroth.
   Bogowie zamarli.
   Asaroth powiódł wściekłym wzrokiem po zgromadzonych. Wziął głęboki wdech, odchrząknął i z pozornym spokojem zapytał winowajcy:
   - Jakim cudem Księga znalazła się w twoich rękach? Przecież wyraźnie zakazałem komukolwiek jej dotykać.

No i tu utknęłam :P Nie wiem, jak dalej się wysłowić :)

EDIT: Tom Hess dziś na forum: "You can expect some new news soon. And thanks for the support of both bands (it's appreciated by all)

What a beautiful daaaaaaaay!

Aaaach, jak miło się byczyć w łóżeczku :) Po tych siedmiu dniach maratonu w pracy, lenię się na maksa. Herbatka jes, wygodne podusie są, ciepła wełniana kołderka jest, książka jest. Tym razem na tapecie mam "Córkę kata" Olivera Potzsch.Krótko po zakończeniu wojny trzydziestoletniej (XVII wiek) w niemieckim Schongau dochodzi do serii brutalnych morderstw na dzieciach. Jako sprawczynię ludzie widzą miejscową akuszerkę Marię, która zostanie oskarżona o konszachty z diabłem i owe mordy. W jej niewinność wierzą jedynie kat, jego córka oraz młody medyk, którzy na własną rękę prowadzą śledztwo. Całkiem ciekawa, jednak w pewnym momencie autor chyba utknął w martwym punkcie, bo mam wrażenie, że śledztwo kręci się w kółko. Aczkolwiek może to wina faktu, że czytałam ją do tej pory jadąc do pracy, a więc jakieś pół godziny dziennie.
Żeby wam troszkę uzmysłowić, skąd taki dobór bohaterów. Zarówno akuszerki, jak i kaci należeli do wyklętych z "normalnych" społeczności. Akuszerki często określano mianem "czarownic" ze względu na ich olbrzymią, jak na owe czasy, wiedzę medyczną, głównie z zakresu układu rozrodczego, oraz znajomości ziół. Większość z nich znała się na leczeniu chorób od ówczesnych lekarzy, którzy w większości zalecali amputację, wypalanie ran, okłady i upuszczanie krwi jako lek na wszystko. Kaci natomiast byli wykluczani ze społeczeństwa ze względu na specyfikę swego zawodu. Byli oni nie tylko odpowiedzialni za stracenia skazańców, jak również za wszelkiego rodzaju tortury. Nic więc dziwnego, że zwykli ludzie bali się kogoś, kto potrafiłby nawet trupa zmusić do przyznania się do winy.

Uprzedzam pytania: pisanie, jak i pomysły na razie stoją w miejscu. Aczkolwiek wolę na spokojnie pomyśleć nad historią czy jak mają bohaterowie wyglądać. A już na pewno nie chciałabym dopuścić do tego, żeby toto zrobić byle jak. Wcale się nie zdziwię, jak skończy się na tym, że najpierw pojawią się opisy scenek, a dopiero później będziem składać to do kupy :)

Wczoraj gadałam z kierowniczką. Mam bodajże we wrześniu ponad 5 dodatkowych dni wolnych, więc najprawdopodobniej we Wrocławiu zląduję duuuużo wcześniej jeśli chodzi o godzinę przyjazdu :D

sobota, 27 sierpnia 2011

Zlot fanclubu Rhapsody!!!!!

TAAAAK!! Michaś załatwił nam salę za free! :D Nic więcej dodawać nie trzeba. Dane podaję poniżej

Zlot 2011
Miejsce: Kraków, pub Tower
Kiedy?: 9 październik 2011

Godzinę i ew. żarełko się uzgodni w najbliższym czasie. Niech no tylko pyśki wrócą z wakacji ;))

Dla nie-krakowian: pub Tower jest spacerkiem (I to wolnym) jakieś 10-15min od Dworca Głównego. 5 min od Starego Rynku i jakieś 15min od Smoka Wawelskiego. W pobliżu jest całkiem sensowny hostel "Goodbye Lenin! Let's Rock". Ceny nie są zaporowe, a i łóżka wygodne (wiem, bo spałam jak byłam na mini zlocie członków z FC Sabatonu).

Z obozu RoF na razie cisza. Poza tym, Tom na forum ciągle tłumaczy idiotom, dlaczego zmiana regulaminu i czemu muszą go przestrzegać. -.-

Coraz bardziej podziwiam gościa.

Na zdj. Tom Hess

piątek, 26 sierpnia 2011

Dzień jakich mało... :)

Ojoj... Daaawno nie miałam tak udanego dnia. Pominąwszy, że musiałam wstać po 5-tej, i fakt, że w ciągu 7 dni wyrabiam 61h BEZ dnia wolnego to...

Rumak zwany Anim oraz Rosomaczek poprawili mi skutecznie humor. Fakt, że sam fakt znalezienia się nad jeziorem mi pomógł, to chłopaki jeszcze skutecznie mnie rozśmieszali. A tekst Aniego do Rosomaka: "Weź rozstaw nogi, bramka będzie!!" powalił mnie z kwikiem na łopatki. Jak również powrót z Rosomakiem grającym na frisbee w siatce foliowej (robiło za tamburyno) i Anim na butelce po wodzie (bębenek) przy wtórze ichniego "ayeeeeeaaaeeee" był po prostu epicki!! 
Eeech, Rusałka... :D 

PS. Poszła płatność do NB :) 

czwartek, 25 sierpnia 2011

Oficjalne forum RoF is back :)

Hmm, Alex uruchomił forum RoF na nowo i oczywiście wrze :) Za to Tom troszeczkę rozjaśnił nam sytuację. Postaram się króciutko streścić, co powiedział:
  • Luca nie będzie miał zespołu o nazwie "Rhapsody"; chodzi o to, że może mieć zespół używający słowa rhapsody w wyrażeniu;
  • rozstanie jest całkowicie przyjazne, chłopaki chcą po prostu zrobić coś nowego po zakończeniu sagi;
  • Tom uważa, że Luca czego się dotknie to zamienia to w złoto, więc o jego twórczość jest całkowicie spokojny;
  • Rhapsody of Fire jest kompletne, nie brakuje mu członków; panowie na razie zajmują się planowaniem i wprowadzaniem planów w czyn;
  • informacja o nowych członkach zostanie podana, kiedy przyjdzie na to czas :)

środa, 24 sierpnia 2011

On the way to, on the way to, on the way to... FALCO!!

Jak ja lubię takie planowanie!! :D Ale do rzeczy. 16 września nastąpi pierwszy najazd (mój) na Wrocław. Wstępnie pociąg i cena biletu ogarnięta, więc o ile za dużo się nie zmieni to po 15-tej zaczniemy okupiwać i majndfaczyć Breslau. W programie:
  • gorszenie moherów,
  • włóczenie się (czytać: zwiedzanie),
  • obgadywanie chłopaków z RoF.
Po tymże czasie, mła się przekształci (chwilowo!!) w kobietę i uwarzy Magiczne Jadło czyli zrobi swoje spaghetti (jeśli dziewczyny wyrażą chęć, to nawet mogę zrobić zupę toskańską pomidorowo-chlebową;) ).

A na sam koniec najlepsze: babskie pogaduchy i... Opowiadanie o dwóch gejach: pegazie i jednorożcu!! :D

Evenmori!! Upewnij się kochana, że będziesz miała ranne zmiany albo wolne piątek i sobotę (rano). :D Z Lubym jesteście oboje mile widziani!! :D

Rano (albo jeszcze w nocy) nesia odjedzie dalej ratować Algalord i polować na smoki. Ergo: ruszy na ślub kuzyna do Krakowa i sprawdzi, czy w końcu smokowi jaja urosły :D

Poprzednio miał jakieś zalążki:

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Pomysły a inspiracja czyli jak łapiemy wena ^^

Po dzisiejszym dniu jedno wiem na pewno - nic tak nie niszczy pomysłów i chęci do wymyślania/pisania/rysowania (niepotrzebne skreślić), jak moja praca... Wpadłam dziś sprawdzić jak mam grafik i podrzucić zwolnienie za weekend (usunęli mi ósemkę, a żęborwij papiurka nie dał) i się podłamałam. Od jutra do niedzieli włącznie bez ani jednego dnia wolnego - 52h... Wyszli chyba z założenia, że skoro miała cztery dni wolnego, to można wykorzystać. Z drugiej jednak strony, my już mamy praktycznie wykorzystane wszystkie godziny do końca kwartału (który, przypomnę, kończy się we wrześniu), więc JAK oni chcą wybrnąć z nadgodzinami to nie mam zielonego pojęcia.

Zresztą, nie o tym chciałam pisać :) Właśnie odkryłam, CO najbardziej sprzyja (a przynajmniej mi) przy wymyślaniu postaci... A mianowicie jest to metal (dziś Within Temptation z albumem "The Unforgiven") oraz... pogaduchy z kumpelami! Wczoraj z Kasicą i Moni, a dziś z Sis i Falco. Efekt? Pomysł na kolejnego bohatera. Aczkolwiek jego do tego opowiadania (które zaczyna się powolutku zarysowywać) nie mam zamiaru - nie chcę, żeby postacie poginęły w gąszczu przeróżnych indywiduów.

Ponieważ wiem, że i tak będę molestowana, coby coś zdradzić o bohaterze, to od razu go opiszę. Tym razem zostałam z elfem w pamięci. Tylko, że...

Ten elf jest zafascynowany wszelakiej maści maszynami i kowalstwem. Nic go bardziej nie uszczęśliwia od naprawiania kolejnych maszyn górniczych czy wozów krasnoludom (wspominałam już, że mieszka w mieście krasnoludzkim?) czy też wykuwanie kolejnych narzędzi, broni... Tak, wygląda (a przynajmniej częściowo) jak typowy elf: wysoki, piękna twarz, o długich włosach. Sęk w tym, że włosy piękne, owszem, ale nosi je ciasno związane w koński ogon. Wysoki? A jakże! Tylko mięśni pozazdrościć mógłby mu sam Conan Barbarzyńca. A do tego nosi portki z mieszanki materiału i skóry, poprzecierane i poplamione wszelakimi smarami, olejami i maściami. A ręce i twarz ma pobrudzone sadzą i węglem...

Moja własna wyobraźnia zaczyna mnie przerażać...

PS. Ofc, nie używać pomysłów moich bez mojej wyraźnej zgody ;)

From chaos... CHAOS?! Chaos to się dopiero zacznie!

Ojojoj! Zaczęłam bloga, żeby się wygadać, a stanęło na tym, że opowiadania pisać będę... Jak na razie z pomysłów na bohaterów:
  • jednorożec, który prawi złośliwości, klnie oraz uwielbia napoje wyskokowe wszelakiej maści;
  • krasnolud o duszy elfa...
Ten krasnolud... On po prostu stanął mi przed oczami i się go pozbyć za Chiny Ludowe nie mogę... No bo! Wyobraźcie sobie: niska, baryłkowata persona, z brodą częściowo zaplecioną w misterne warkoczyki, a częściowo w eleganckich falach; stojąca przed krzakiem - dajmy na to - jaśminu, i z zadumą w oczach wąchająca kwiaty tegoz krzewu...

I co ja mam z tym fantem zrobić??

Pomysły mile widziane ;)

niedziela, 21 sierpnia 2011

From Chaos...

Taaak, evenmori natchnęła chęć wygadania się i Rhapsody of Fire, a mnie... No cóż, w zasadzie, to też chęć wygadania się. Aczkolwiek iskrą zapalną było moje dzisiejsze szperanie wśród ofert pracy... Ale o tym później :)

Na początek wypadałoby się krótko (ehe, już to widzę) przedstawić. A więc, oto mła: blondwłosa gaduła, która uwielbia prawić złośliwe przytyki (ale tylko przyjaciołom w ramach droczenia się). Uwielbiam muzykę metalową, a w szczególności niejaki zespół Rhapsody of Fire:


Z innych pasji, to koniecznie trzeba wymienić książki. Oj taaak, książki pochłaniam na tony i nie ma miesiąca, żebym przynajmniej czterech nie kupiła. Czytam w drodze do pracy, z pracy, w domu po pracy i gdzie się tylko da :) W szczególności uwielbiam książki fantasy o pyskatych dziewczynach czyli głównie autorzy z krajów byłego bloku sowieckiego oraz Ameryki Płn: Ilona Andrews (cykl o Kate Daniels), Olga Gromyko (czy jeszcze trzeba przedstawiać wiedźmę, która się podpisuje W. Redna?), Patricia Briggs (zmiennokształtni i wampiry ale z jajami - nie to co te lalusie ze Świtania, a tfu! Zmierzchu)... Eee, o książkach to chyba innego dnia napiszę oddzielnego posta.
 Dodatkowo uwielbiam: gry komputerowe z gatunku RPG i niektóre przygodówki, kulturę oraz kuchnię włoską, język angielski i swoją cieszymordę - znaczy się psa.
 Poza tym, dzień w dzień wypruwam sobie żyły na kasie w Bezdomce i usiłuję co bardziej upierdliwych klientów nie zlinczować na miejscu.

A wracając do inspiracji... Mając już serdecznie dość zapieprzu w Bezdomce (tak, nadal kobiety tonowe palety wyciągają, tyle że elektrycznymi paleciakami. A i tak nam wolno do 350kg...), zaczęłam się rozglądać po ofertach pracy... No i normalnie załamka... No żeby od najzwyklejszej sekretarki wymagali wykształcenia wyższego z kulturoznawstwa lub kierunku pokrewnego?? Za chwilę od kasjerów w markecie wymagać będą studiów psychologicznych... -.-  Niemniej jednak udało mi się znaleźć dwie (!) oferty - jedna w empiku na dziale książki (nawet mi pasuje) a druga to w Wielkiej Brytanii przy zbiorze grzybów. I tu się wściekłam po raz drugi. Ok, że CV w języku angielskim. Wsio jak najbardziej logiczne. Tylko, dlaczego szablon do wypełnienia na stronie Wojewódzkiego Urzędu Pracy, jest nie dość, że mało logiczny i przejrzysty, to jeszcze przy jego wypełnianiu, przez głupi podział strony, wyskakują takie kwiatki jak dwie strony przerwy?? Nawet ja, technik informatyki z ECDL, nie mogłam sobie poradzić, a co dopiero osoba, która "Łorda" zna tylko na tyle, żeby coś napisać!
Skończyło się tym, że koleżanka po anglistyce (notabene też pracy znaleźć nie może), podesłała mi link ze strony Kentu jak to napisać...

Ale w sumie...
To chyba za dużo wymagam, jeśli proszę o logikę.
W końcu to Polska :)