niedziela, 30 października 2011

To se miałam wolne...

 Wiedziałam, że cztery dni wolnego pod rząd to zbyt piękne, żeby było prawdziwe.No i wykrakałam. Najpierw sama się zaofiarowałam przyjść w sobotę, bo brakowało jednej osoby. Teraz jeszcze poniedziałek mi wypadł, bo znowu nie ma jednej osoby i będziem harować 10 i pół godziny... Już mamie zapowiedziałam, że nie ma mowy - ja na żaden cmentarz nie jadę. Aczkolwiek aż TAK bardzo załamana nie jestem. Teraz mam dużo wolnego, a potem 12-godzinne zmiany w grudniu? Ooooo nie! Na szczęście przez te dwa tygodnie tylko jeden dzień mi w sumie wypadł, więc w sumie nawet dobrze. Tyle, że chodzę w kratkę: sobota-praca, dziś wolne. Jutro praca, wtorek wolne. Środa praca i następne dwa dni wolne...
 Z innej beczki, to naprawdę czasem żałuję, że nie można nagrywać snów. Takie fajne zwierzątko mi się przyśniło i teraz w sumie nawet nie wiem ani jak je nazwać, ani jak opisać. Wyglądało jak skrzyżowanie wielbłąda z koniem (łeb). Cielsko było wielgachne - coś postury shire'a, ale nogi były zakończone nie kopytami, tylko... No, w sumie to wyglądało jak jedne, proste bale ze złamaniem i zgrubieniem w miejscu kolan. Bez palcy. A ogon taki wielbłądowaty. Ale jaki miało pysk słodki i symaptyczny!! Pomysły mam, ale tradycyjnie nie wiem jak je ująć w słowa. A jak wiem, to albo już zasypiam, albo mnie tak strasznie oczy bolą, że nie mogę na monitor patrzeć...
 Dla tych co nie wiedzą, jak Shire wygląda:
  Chociaż jak tak patrzę, to zwierzątko z mojego snu było jeszcze większe...

niedziela, 16 października 2011

Coś mi po głowie chodzi...

Oj, jak ja bym chętnie sobie popisała! Sęk w tym, że wena moja, zwana Evenmori ma przymusowy odwyk od komputera i nie mam za bardzo pomysłu, co w jakie słowa ująć. Ani jak rozwinąć akcję... ;C Bo ogólnie rzecz biorąc, to zarys historii mam. Problem siedzi w tym, co wyżej napisałam ora w tym, jak skonstruować własne wyobrażenie świata... 

Jakieś rady, pomysły, kopniaczki, natchnienia? Anything?

czwartek, 13 października 2011

Władczyni Sokołów

Środek stepu, od strony ogromnego pasma górskiego w stronę naszych bohaterów pędzi jakaś postać na karym koniu, a górze szybuje drapieżny ptak z tym swoim "IIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII". Po krótkim czasie owa postać osadza wspaniałego karego wierzchowca o gęstej grzywie i rozwianym ogonie, który niezadowolony z zatrzymania się przebiera kopytami, wzniecając kurz, który osiada mu na szczotach. Koń zostaje uspokojony jednym słowem i z siodła zsiada ONA! Władczyni Sokołów. Staje ubrana w wysokie, skórzane buty, zza cholew których wystają sztylety do rzucania. Do uda ma przyczepiony kolejny sztylet, a jej biodra opasuje gruby, skórzany pas. Wyższe partie ciała ma ubrane w  płócienną koszulę, na które założyła watowany kaftan, a całą postać od ramion do niższej partii łydek okrywa płaszcz z kapturem. Przenikliwym wzrokiem przygląda się drużynie oberwańców, a na jej lewej dłoni, którą okrywa rękawica skórzana spoczywa sokół, prawa zaś ręka delikatnie gładzi jego skrzydła. Do siodła przytroczony jest miecz, a z boków zwisają upolowane zające (a bohaterowie głodni bo nic upolować nie dali razy).
Kto mi powie, kogo tu przedstawiłam ze swoich znajomych? :D

środa, 12 października 2011

Zaczynam się bać swoich pomysłów...

Ogólnie rzecz biorąc, to wydzielę oddzielny blog do fragmentów moich pisaniny :P Ten jest zamknięty i taki pozostanie, natomiast tamten z pisaniną będzie otwarty. Tu ofc nadal się będę upierdliwie udzielać, aczkolwiek raczej w ramach pamiętnika i pisania na brudno moich pomysłów w celu przedyskutowania z wami :)

Po przedyskutowaniu z Falco delikatnej materii, doszłam do wniosku, że po prostu stworzę własny świat i w nim będę umieszczać swoje wymysły - będzie mi chyba łatwiej. W końcu, jedyne co ogranicza twórcę, to jego wyobraźnia i zdolności. Śmiem przypuszczać, że zdolności mi styknie, natomiast moja wyobraźnia mnie zaczyna przerażać...

Dark fantasy w klimatach horroru i steampunka, umieszczone w świecie post-apokaliptycznym? Czemu nie! A co gorsza, to mi się przyśniło...

Ktoś chce szczegóły?

niedziela, 9 października 2011

I po zlocie! :)

Było bosssko! Co prawda bardzo kameralnie (bo najwięcej to 7 osób) ale zawsze! Nav robił za zombie w ultrafiolecie, a Rumak za Tańczącego ze Smokiem. Niestety za późno było, coby robić RPGa, ale przynajmniej to się dopracuje razem z Falco do lipca ;D Ba! Nawet były tańce przy rurze! W czym theMichas przodował :P


Przy okazji, poznaliśmy osobiście Deremdora, który dotarł po 1, jako że wcześniej w pracy siedział. Plus pojawiła się jeszcze niejaka Sheila, która co prawda na zlot nie przyszła, ale może sie u nas zarejestruje. Biedna przyszła z facetem, a ten ją olał i poszedł pić z kumplem. No to się do nas dołączyła i zaczęła całkiem całkiem kudłami machać :D

To rudowłose stworzenie po lewej, to właśnie Sheila :)


Aczkolwiek mina Nava niszczy xD

sobota, 8 października 2011

Amba Fatima, pierdalło i ni ma xD

Yay, jużem w domciu po zlocie :)  Było świetnie, aczkolwiek jajo Dargora się nie przydało, bo było nas za mało... Przemokłam dwukrotnie, zmarzłam (też dwukrotnie) i mam zdarte gardło :P Ale warto było :) Teraz czekazć pozostaje na zdjęcia od Falco :D

Nooo i tylko ja mogłam wpaść na pomysł podpięcia mp3 do wzmacniacza i kolumn xD

czwartek, 6 października 2011

Jesienną chandrę czas zacząć..

Innymi słowy: awantura w pracy i dwie w domu w ciągu 48h to stanowczo za dużo dla mnie ;C W efekcie, na samą myśl o ruszeniu tyłka na zlot chce mi się płakać. nie, że się spotykam ze znajomymi, tylko, że muszę opuścić bezpieczne łóżeczko. Najchętniej bym przespała te trzy dni wolne, które mi dali...

Chciałam zabrać dwa jaja, brać będę jedno - właśnie schnie. Okazało się, że zielonej farby nie było i jajo jest granatowe. A w zasadzie tak ciemne, że prawie czarne :P

Wypłaty jeszcze nie ma, aczkolwiek winna być jutro już na bank. W umowach mamy, że płatne przed 10-tym, a skoro 10 jest w poniedziałek...

Niech mnie ktoś przytuli... ;C

Tak btw. mam nowego ulubieńca :P Brzydal straszny ale...


Ulubieniec, czyli Peter Tägtgren z PAINa

wtorek, 4 października 2011

Mam mętlik w głowie

   Eeech... Jak wyżej. Poniżej podaję, com wymyśliła po nocce, a zaraz potem wyjaśnię, jak to się ma łączyć z tym, co do tej pory napisałam. I spróbuję sobie wszystko uporządkować...

   Jest rok 2050 według ziemskiego czasu. Jako, że głupota ludzka jest nieskończona (a także niekaralna), Ziemia uległa totalnej dewastacji. Lasy amazońskie wyrżnięto w pień, Antarktyda stopniała całkowicie, a Grenlandię, niegdyś zaśnieżoną i skutą lodem, obecnie porastają gęste lasy, z bardzo nieprzyjazną roślinnością. Afryka zaś, kiedyś zamieszkała, to jedna wielka pustynia, na której nic nie jest w stanie przeżyć bez odpowiedniej ochrony. Innymi słowy, co się dało, to zniszczono. Zresztą to, czego się nie dało, też zniszczono. Ot, zwykła próbka człowieczych możliwości. W roku 2030 życie na Ziemi stało się  niemal niemożliwe, więc wszystkie rządy na jakiś czas zakopały topory wojenne i skupiły się na poszukiwaniu w przestrzeni kosmicznej miejsca do skolonizowania i zamieszkania.
   Rezultat przeszedł najśmielsze oczekiwania.
   Okazało się, ni mniej ni więcej, iż Stwórca jest artystą wielce płodnym i światów znaleziono od groma i ciut ciut. Tyle, że już zamieszkanych. Nie muszę chyba dodawać, że mieszkańcom wybitnie było nie na rękę zadawanie się z „dzikusami” jak zwykli określać Ziemian.  Bez żadnych potyczek zbrojnych odbyło się chyba tylko z tego powodu, iż „kosmici” dysponowali zarówno technologią, jak i uzbrojeniem wielokrotnie przewyższającym mocą i klasą swoje ziemskie odpowiedniki. W zamian za zostawienie nowych planet w spokoju, przekazano potrzebującym technologie, które umożliwiły pobudowanie miast i zaadaptowanie ich do trudnych warunków. Prócz tego wszystkiego, znaleziono niezbite dowody na istnienie wyższej siły sprawczej, którą określono mianem Stwórcy. Jako, że nawet Stwórca ma ograniczone możliwości co do wysłuchiwania próśb (albo zwyczajnie woli się skupiać na nowych pomysłach), to każdy ze światów ma swój panteon niższych i wyższych bóstw, których najzwyczajniej w świecie wrobiono w niewdzięczną robotę usatysfakcjonowania mieszkańców danego obszaru.
   Większość informacji jednak pochodzi od Skoczków. Określa się tym mianem osoby mające odpowiednie predyspozycje psychiczne, które są w stanie przy pomocy odpowiednich fal mózgowych uruchomić kamienne teleporty, rozsiane po wszystkich planetach. U nas takim teleportem okazało się Stonehenge…

I jak to się ma do świata magii i technologii? Ano w taki, że jest on jednym z wielu. Połączone są kamiennymi teleportami - każdy z nich wygląda inaczej. Naszej Favi ma właśnie wspomniany Skoczek pomagać. Najogólniejszy zarys historii, to: ukradziono Księgę Czasu, której niewłaściwe użycie unicestwi wszystko, co istnieje. Favilla ma odzyskać ją z pomocą kilku osób (które zostaną wprowadzone).

Sęk w tym, że boję się oskarżeń o jedno: zbyt dużo zapożyczeń. Skoczkowie, podobnie jak światy oddzielne, pojawili się w grze The Longest Journey. W niej dowiadujemy się o istnieniu dwóch bliźniaczych światów, które stanowiły kiedyś jedno: świat magii Arkadię i świat technologii Stark (czyli odpowiednik naszej Ziemi). Natomiast Skoczek, to osoba zdolna otworzyć tunel między tymi światami i zdolna się przemieszczać między nimi. Natomiast, portale pomiędzy światami pojawiły się w innej grze - SpellForce. Tam portale stanowiły jedyną łączność między wyspami, na niemożliwym do przebycia morzu. Portale tam były używane przez wszystkich, a w szczególności przez runicznych wojowników.

Jedyne co w tym fragmencie sama wymyśliłam... No w sumie nie do końca. Moim pomysłem jest użycie Stonehenge jako teleportu, aczkolwiek jedna z hipotez, co do jego przeznaczenia to ta, że służy do komunikacji z istotami pozaziemskimi...

Pogubiłam się :C

A co wy o tym wszystkim sądzicie?

I get the hang of this...

Zaczyna mnie to pisanie na poważnie wciągać. Ogólna koncepcja cały czas się rozwija, w efekcie czego muszę napisać pre-prolog :P Innymi słowy: wróciłam z nocki i natychmiast rypnęłam się spać. Sęk w tym, że pojawił się kolejny pomysł. "E" - myślę sobie -"spiszę to jak wstanę".Ehe, jasne. Po 15 min wiercenia się w łóżku, wstałam, capnęłam zeszyt i spisałam. Ofc, natychmiast po spisaniu zasnęłam... xD 

Laseczki, a co u was? 

Even, na pewno nie dasz rady wpaść na zlot? Zaczynamy dopiero po 18-tej...