środa, 28 grudnia 2011

O mamusiu, w co ja się wpakowałam?!

  I wychodzi na to, że w nowy rok wejdę, a raczej wtarabanię się z całą pompą. Na sam początek roku mam: zrobić logo na polską stronę RoF oraz pliki tła; zbudować ową stronę; przenieść forum na inny serwer; poszukać klubów, gdzie Sebastien mogliby wystąpić; zrobić stronę dla zespołu Luci; zorientować się w przepisach odnośnie działalności gospodarczej; zapisać się na krav magę; pobuszować po stadninie Falco jako "przynieś, podaj, pozamiataj"...
 A ponadto chciałabym: w końcu zacząć grzebać z robieniem biżuterii (najpierw sobie); zapisać się na trzytygodniowy kurs rysunku; znaleźć lepszą pracę; zacząć uczyć się włoskiego; odwiedzić koleżankę w Pradze...

  W CO JA SIĘ WPAKOWAŁAM?

niedziela, 4 grudnia 2011

Niemoc

  No dokładnie. Zostało już mniej niż trzy tygodnie do Gwiazdki, a mnie ogarnęła jedna wielka niemoc. Innymi słowy: so much to do and so little time...
  Muszę W KOŃCU posprzątać bałagan w pokoju, bo przestałam już ogarniać co gdzie jest; wrzucić ciuchy do pralki. Poszukać prezentów dla rodzinki (a jak wypłata przyjdzie je kupić); skombinować sobie nowy portfel i torebkę, bo coś ostatnio obcy ludzie za bardzo się nimi interesują; przygotować Amitielowe ciacho...

   A MI SIĘ NIE CHCE!! ;C

Zna ktoś jakiś dobry motywator?

czwartek, 1 grudnia 2011

Oj dawno mnie tu nie było, daaaaaawno...

  Jakoś mi wyleciało pisanie nowych postów tu... Chyba za dużo się działo. Ale po kolei. W pracy powoli się normuje sytuacja. Naprawili nową(sic!) nagrzewnicę - musiała się Państwowa Inspekcja Pracy i klientka (serdecznie dziękuję w imieniu wszystkich kasjerek!!) zainteresować, żeby fachowa firma doszła do tego jak się ich sprzęt montuje -.- Nadal jest zimno i czasami w kurtkach trzeba siedzieć, ale tego już nie przeskoczymy. Ze względu na lokalizację, niemożliwe jest zrobienie wiatrołapu i w godzinach największego ruchu drzwi są praktycznie non stop otwarte.Ale! Jest już cieplej.
  Doszłam do siebie już po chorowaniu. Nadal mi czasem zatoki się odzywają, ale to ma już podłoże alergiczne.
  Święta idą, więc będziemy mieli zapieprz jak zaraza, ale... Oprócz wypłaty dostajemy co roku paczki i bony. Czyli: torba sportowa (lub plastikowy pojemnik) - duże, żeby nie było, a w nich: kawa, herbata, ptasie mleczko, paczka (prawie pół kilo) pierników. A dodatkowo w zeszłym roku jeszcze: książka kucharska, rodzynki (paczka pół kilowa), smyczka i kartka z życzeniami od zarządu. Jakby tego było mało, osoby, które mają dzieci też dostają paczki dla nich - trochę mniejsze, ale za to jedna paczka na jedno dziecko ;) A dodatkowo to jeszcze dostajemy 300zł do wykorzystania na zakupy w tej Biedronce, w której pracujemy. Większość zakupów żywnościowych na święta z tego kupuję. W zasadzie tylko pojedyncze produkty muszę kupić gdzie indziej ;)
  Dodatkowo zasłuchuję się w nowym albumie Nightwisha. Jak do tej pory, jest to NAJLEPSZY ich album (tak, wliczając w to albumy z Tarją).
  Jeden z moich ukochanych utworów:
  Poza tym, zaczynamy walkę o odzyskanie starego forum :) 

PS. Następny zlot będzie z udziałem Toma Hessa! :D

wtorek, 15 listopada 2011

Long live Luca!!

Ułiiiii!! Właśnie Nadia wrzuciła na FB info - ruszyła strona nowego zespołu Luci!! Zespół został nazwany - jakże oryginalnie - Luca Turilli's Rhapsody! Na razie jedynie to plus wiadomość, że kolejne info 19 grudnia. A wielkie ka-boom ma być w czerwcu 2012 ;)

Luca Turilli's Rhapsody

niedziela, 30 października 2011

To se miałam wolne...

 Wiedziałam, że cztery dni wolnego pod rząd to zbyt piękne, żeby było prawdziwe.No i wykrakałam. Najpierw sama się zaofiarowałam przyjść w sobotę, bo brakowało jednej osoby. Teraz jeszcze poniedziałek mi wypadł, bo znowu nie ma jednej osoby i będziem harować 10 i pół godziny... Już mamie zapowiedziałam, że nie ma mowy - ja na żaden cmentarz nie jadę. Aczkolwiek aż TAK bardzo załamana nie jestem. Teraz mam dużo wolnego, a potem 12-godzinne zmiany w grudniu? Ooooo nie! Na szczęście przez te dwa tygodnie tylko jeden dzień mi w sumie wypadł, więc w sumie nawet dobrze. Tyle, że chodzę w kratkę: sobota-praca, dziś wolne. Jutro praca, wtorek wolne. Środa praca i następne dwa dni wolne...
 Z innej beczki, to naprawdę czasem żałuję, że nie można nagrywać snów. Takie fajne zwierzątko mi się przyśniło i teraz w sumie nawet nie wiem ani jak je nazwać, ani jak opisać. Wyglądało jak skrzyżowanie wielbłąda z koniem (łeb). Cielsko było wielgachne - coś postury shire'a, ale nogi były zakończone nie kopytami, tylko... No, w sumie to wyglądało jak jedne, proste bale ze złamaniem i zgrubieniem w miejscu kolan. Bez palcy. A ogon taki wielbłądowaty. Ale jaki miało pysk słodki i symaptyczny!! Pomysły mam, ale tradycyjnie nie wiem jak je ująć w słowa. A jak wiem, to albo już zasypiam, albo mnie tak strasznie oczy bolą, że nie mogę na monitor patrzeć...
 Dla tych co nie wiedzą, jak Shire wygląda:
  Chociaż jak tak patrzę, to zwierzątko z mojego snu było jeszcze większe...

niedziela, 16 października 2011

Coś mi po głowie chodzi...

Oj, jak ja bym chętnie sobie popisała! Sęk w tym, że wena moja, zwana Evenmori ma przymusowy odwyk od komputera i nie mam za bardzo pomysłu, co w jakie słowa ująć. Ani jak rozwinąć akcję... ;C Bo ogólnie rzecz biorąc, to zarys historii mam. Problem siedzi w tym, co wyżej napisałam ora w tym, jak skonstruować własne wyobrażenie świata... 

Jakieś rady, pomysły, kopniaczki, natchnienia? Anything?

czwartek, 13 października 2011

Władczyni Sokołów

Środek stepu, od strony ogromnego pasma górskiego w stronę naszych bohaterów pędzi jakaś postać na karym koniu, a górze szybuje drapieżny ptak z tym swoim "IIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII". Po krótkim czasie owa postać osadza wspaniałego karego wierzchowca o gęstej grzywie i rozwianym ogonie, który niezadowolony z zatrzymania się przebiera kopytami, wzniecając kurz, który osiada mu na szczotach. Koń zostaje uspokojony jednym słowem i z siodła zsiada ONA! Władczyni Sokołów. Staje ubrana w wysokie, skórzane buty, zza cholew których wystają sztylety do rzucania. Do uda ma przyczepiony kolejny sztylet, a jej biodra opasuje gruby, skórzany pas. Wyższe partie ciała ma ubrane w  płócienną koszulę, na które założyła watowany kaftan, a całą postać od ramion do niższej partii łydek okrywa płaszcz z kapturem. Przenikliwym wzrokiem przygląda się drużynie oberwańców, a na jej lewej dłoni, którą okrywa rękawica skórzana spoczywa sokół, prawa zaś ręka delikatnie gładzi jego skrzydła. Do siodła przytroczony jest miecz, a z boków zwisają upolowane zające (a bohaterowie głodni bo nic upolować nie dali razy).
Kto mi powie, kogo tu przedstawiłam ze swoich znajomych? :D

środa, 12 października 2011

Zaczynam się bać swoich pomysłów...

Ogólnie rzecz biorąc, to wydzielę oddzielny blog do fragmentów moich pisaniny :P Ten jest zamknięty i taki pozostanie, natomiast tamten z pisaniną będzie otwarty. Tu ofc nadal się będę upierdliwie udzielać, aczkolwiek raczej w ramach pamiętnika i pisania na brudno moich pomysłów w celu przedyskutowania z wami :)

Po przedyskutowaniu z Falco delikatnej materii, doszłam do wniosku, że po prostu stworzę własny świat i w nim będę umieszczać swoje wymysły - będzie mi chyba łatwiej. W końcu, jedyne co ogranicza twórcę, to jego wyobraźnia i zdolności. Śmiem przypuszczać, że zdolności mi styknie, natomiast moja wyobraźnia mnie zaczyna przerażać...

Dark fantasy w klimatach horroru i steampunka, umieszczone w świecie post-apokaliptycznym? Czemu nie! A co gorsza, to mi się przyśniło...

Ktoś chce szczegóły?

niedziela, 9 października 2011

I po zlocie! :)

Było bosssko! Co prawda bardzo kameralnie (bo najwięcej to 7 osób) ale zawsze! Nav robił za zombie w ultrafiolecie, a Rumak za Tańczącego ze Smokiem. Niestety za późno było, coby robić RPGa, ale przynajmniej to się dopracuje razem z Falco do lipca ;D Ba! Nawet były tańce przy rurze! W czym theMichas przodował :P


Przy okazji, poznaliśmy osobiście Deremdora, który dotarł po 1, jako że wcześniej w pracy siedział. Plus pojawiła się jeszcze niejaka Sheila, która co prawda na zlot nie przyszła, ale może sie u nas zarejestruje. Biedna przyszła z facetem, a ten ją olał i poszedł pić z kumplem. No to się do nas dołączyła i zaczęła całkiem całkiem kudłami machać :D

To rudowłose stworzenie po lewej, to właśnie Sheila :)


Aczkolwiek mina Nava niszczy xD

sobota, 8 października 2011

Amba Fatima, pierdalło i ni ma xD

Yay, jużem w domciu po zlocie :)  Było świetnie, aczkolwiek jajo Dargora się nie przydało, bo było nas za mało... Przemokłam dwukrotnie, zmarzłam (też dwukrotnie) i mam zdarte gardło :P Ale warto było :) Teraz czekazć pozostaje na zdjęcia od Falco :D

Nooo i tylko ja mogłam wpaść na pomysł podpięcia mp3 do wzmacniacza i kolumn xD

czwartek, 6 października 2011

Jesienną chandrę czas zacząć..

Innymi słowy: awantura w pracy i dwie w domu w ciągu 48h to stanowczo za dużo dla mnie ;C W efekcie, na samą myśl o ruszeniu tyłka na zlot chce mi się płakać. nie, że się spotykam ze znajomymi, tylko, że muszę opuścić bezpieczne łóżeczko. Najchętniej bym przespała te trzy dni wolne, które mi dali...

Chciałam zabrać dwa jaja, brać będę jedno - właśnie schnie. Okazało się, że zielonej farby nie było i jajo jest granatowe. A w zasadzie tak ciemne, że prawie czarne :P

Wypłaty jeszcze nie ma, aczkolwiek winna być jutro już na bank. W umowach mamy, że płatne przed 10-tym, a skoro 10 jest w poniedziałek...

Niech mnie ktoś przytuli... ;C

Tak btw. mam nowego ulubieńca :P Brzydal straszny ale...


Ulubieniec, czyli Peter Tägtgren z PAINa

wtorek, 4 października 2011

Mam mętlik w głowie

   Eeech... Jak wyżej. Poniżej podaję, com wymyśliła po nocce, a zaraz potem wyjaśnię, jak to się ma łączyć z tym, co do tej pory napisałam. I spróbuję sobie wszystko uporządkować...

   Jest rok 2050 według ziemskiego czasu. Jako, że głupota ludzka jest nieskończona (a także niekaralna), Ziemia uległa totalnej dewastacji. Lasy amazońskie wyrżnięto w pień, Antarktyda stopniała całkowicie, a Grenlandię, niegdyś zaśnieżoną i skutą lodem, obecnie porastają gęste lasy, z bardzo nieprzyjazną roślinnością. Afryka zaś, kiedyś zamieszkała, to jedna wielka pustynia, na której nic nie jest w stanie przeżyć bez odpowiedniej ochrony. Innymi słowy, co się dało, to zniszczono. Zresztą to, czego się nie dało, też zniszczono. Ot, zwykła próbka człowieczych możliwości. W roku 2030 życie na Ziemi stało się  niemal niemożliwe, więc wszystkie rządy na jakiś czas zakopały topory wojenne i skupiły się na poszukiwaniu w przestrzeni kosmicznej miejsca do skolonizowania i zamieszkania.
   Rezultat przeszedł najśmielsze oczekiwania.
   Okazało się, ni mniej ni więcej, iż Stwórca jest artystą wielce płodnym i światów znaleziono od groma i ciut ciut. Tyle, że już zamieszkanych. Nie muszę chyba dodawać, że mieszkańcom wybitnie było nie na rękę zadawanie się z „dzikusami” jak zwykli określać Ziemian.  Bez żadnych potyczek zbrojnych odbyło się chyba tylko z tego powodu, iż „kosmici” dysponowali zarówno technologią, jak i uzbrojeniem wielokrotnie przewyższającym mocą i klasą swoje ziemskie odpowiedniki. W zamian za zostawienie nowych planet w spokoju, przekazano potrzebującym technologie, które umożliwiły pobudowanie miast i zaadaptowanie ich do trudnych warunków. Prócz tego wszystkiego, znaleziono niezbite dowody na istnienie wyższej siły sprawczej, którą określono mianem Stwórcy. Jako, że nawet Stwórca ma ograniczone możliwości co do wysłuchiwania próśb (albo zwyczajnie woli się skupiać na nowych pomysłach), to każdy ze światów ma swój panteon niższych i wyższych bóstw, których najzwyczajniej w świecie wrobiono w niewdzięczną robotę usatysfakcjonowania mieszkańców danego obszaru.
   Większość informacji jednak pochodzi od Skoczków. Określa się tym mianem osoby mające odpowiednie predyspozycje psychiczne, które są w stanie przy pomocy odpowiednich fal mózgowych uruchomić kamienne teleporty, rozsiane po wszystkich planetach. U nas takim teleportem okazało się Stonehenge…

I jak to się ma do świata magii i technologii? Ano w taki, że jest on jednym z wielu. Połączone są kamiennymi teleportami - każdy z nich wygląda inaczej. Naszej Favi ma właśnie wspomniany Skoczek pomagać. Najogólniejszy zarys historii, to: ukradziono Księgę Czasu, której niewłaściwe użycie unicestwi wszystko, co istnieje. Favilla ma odzyskać ją z pomocą kilku osób (które zostaną wprowadzone).

Sęk w tym, że boję się oskarżeń o jedno: zbyt dużo zapożyczeń. Skoczkowie, podobnie jak światy oddzielne, pojawili się w grze The Longest Journey. W niej dowiadujemy się o istnieniu dwóch bliźniaczych światów, które stanowiły kiedyś jedno: świat magii Arkadię i świat technologii Stark (czyli odpowiednik naszej Ziemi). Natomiast Skoczek, to osoba zdolna otworzyć tunel między tymi światami i zdolna się przemieszczać między nimi. Natomiast, portale pomiędzy światami pojawiły się w innej grze - SpellForce. Tam portale stanowiły jedyną łączność między wyspami, na niemożliwym do przebycia morzu. Portale tam były używane przez wszystkich, a w szczególności przez runicznych wojowników.

Jedyne co w tym fragmencie sama wymyśliłam... No w sumie nie do końca. Moim pomysłem jest użycie Stonehenge jako teleportu, aczkolwiek jedna z hipotez, co do jego przeznaczenia to ta, że służy do komunikacji z istotami pozaziemskimi...

Pogubiłam się :C

A co wy o tym wszystkim sądzicie?

I get the hang of this...

Zaczyna mnie to pisanie na poważnie wciągać. Ogólna koncepcja cały czas się rozwija, w efekcie czego muszę napisać pre-prolog :P Innymi słowy: wróciłam z nocki i natychmiast rypnęłam się spać. Sęk w tym, że pojawił się kolejny pomysł. "E" - myślę sobie -"spiszę to jak wstanę".Ehe, jasne. Po 15 min wiercenia się w łóżku, wstałam, capnęłam zeszyt i spisałam. Ofc, natychmiast po spisaniu zasnęłam... xD 

Laseczki, a co u was? 

Even, na pewno nie dasz rady wpaść na zlot? Zaczynamy dopiero po 18-tej...

piątek, 30 września 2011

Chaising wena

Dostałam umowę bezterminowo w pracy więc mogę spać spokojnie, jeśli chodzi o zaplecze finansowe (w sensie, że nagle kasy nie będzie).

A wen pojawia się i znika. Zwykle pojawia, jak padam na pysk i spać trzeba, a znika jak się wyśpię... Coś tam napisałam, ale na razie stoję. Nie, na razie nie wrzucę, bo mam toto na papierze, nie w docu :) Jak przepiszę to wrzucę.

A na razie TO chodzi za mną...



I AM YOUR GREAT PRETENDER!!

wtorek, 27 września 2011

Sun's shining over me again!!

A mówią, że to za nami trudno nadążyć! :D Ledwo zaczęłam jęczeć, że mam dolinę, a Alex ogłosił nowego gitarzystę, który wspomoże Toma Hessa. Jest nim jego wieloletni przyjaciel Roberto De Micheli. Tom i Roberto już zaczęli ćwiczeni na nadchodzącą trasę...



Ciekawe, skąd Alex wiedział o mojej dolinie... :P

A tym razem dolina...

Tak, ja wieczna cieszymorda (jak określają mnie i mojego psa) złapałam dolinę. Raz, że kończy mi się okres. Dwa, że kończy mi się umowa w pracy. Trzy, że znowu zaczął się kołchoz. Innymi słowy: wrócili studenci. I co by nie było, z góry uprzedzam, że będę generalizować - proszę mi się nie obrażać, bo wiem, że od każdej reguły są wyjątki (tak, to głównie do even i Falco). Wrócili studenci i? Brak drobnych, no bo przecież policzenie 34gr w portfelu to jak wymagać od humanisty dodawania matryc wielowymiarowych (czytać: niemożliwe). Na przerwę prze 19 nie puszczą, Bo "są taaaakie kolejki". A jak popukałam się w czoło, że co mnie to obchodzi, to awantura o moje podejście do pracy. To ja już z góry uprzedzam: w DUPIE mam takich klientów. To my jesteśmy dla nich, a nie na odwrót! Nawet jeśli mi dadzą tą umowę, to i tak szukać czegoś innego będę... Gwoli ścisłości: "taaaakie kolejki" oznacza kolejki na wszystkich kasach, w których czeka się po 15min.Lub więcej. Dodatkowo Poznań cały w korkach, które potrafią się rozładowywać dopiero po 21. I nie tylko przez remonty. Połowa studenckiej braci wozi swoje szlachetne cztery litery autami. Zobaczymy jak długo. Obstawiam, że do Świąt się skończy.

Weny co prawda nie mam, ale znalazłam jedno jajo styropianowe i jak tylko znajdę chwilkę, to będzie malowane :D Tylko jeszcze muszę poszperać za drugim.

Even się zachwca malunkiem Alexandrosa, a ja się pozachwycam rysunkiem Anny Aronji czyli Alexem :D


sobota, 24 września 2011

Kyrk na cółkach czyli dzieje się!

Oj dzieje, dzieje! Ledwo wczoraj przybyłam na nockę, a mało nie padłam, jak zobaczyłam sobowtóra Kufira. Mało go po nicku nie zawołałam, tylko mi podpadło co on taki niski i dlaczemu taka kurduplowata postura. Co poniektórzy się o foty dopominali, lecz nie mam. Aż szkoda że ich nie zrobiłam jak nam market demolował. Tzn. rozwalił 3 wiaderka orzeszków ziemnych i przewalił DHPkę (dla tych, co nie wiedzą: połowa palety ;) zwana "dehapką") z psim żarciem (no, prawie).

Po nockach zostały mi potwornie posiniaczone nogi. Na lewej dwa siniaki wielkości połowy mojej dłoni.. I żebym to ja wiedziała KIEDY je sobie nabiłam...

Na zlot żeśmy z Falco i Moni opracowały scenariusz na mix RPGa. Wszystko sprowadza się do:

Dargor: "Zgubiłem jaja!"

Zaczęłam wcielać plan w życie i grzebię w Joomli. Templatkę dziś znalazłam, teraz trzeba to tylko jakoś poustawiać i pozmieniać. I molestujemy pewnego admina... ;)


wtorek, 20 września 2011

Home sweet home or back to reality...

   A reality za karę strikes back! Ale po kolei. Wróciłam ze ślubu kuzyna w Krakowie. Nową kuzynkę ma prześliczną i mądrą. Noo i bardzo sympatyczną. Pogoda świetnie się udała, bo nawet temperatura doszła do 26 stopni w cieniu (a siedźcie sobie wtedy na środku Rynku Głównego w Krakowie w czarnej koszulce i dżinsach... -.-). W mieście się zakochałam!
   Wypad do Breslau jak najbardziej udany, z wyjątkiem jednego... Tak evenmori, o TOBIE paskudo mówię! :P Falco przegoniła mnie po Starówce (no complains here!), pofociłyśmy, popiszczałyśmy nad jednym gniadoszem i poobrabiałyśmy tyłki komu się dało! No i wpadłyśmy na nasty plan związany niejako z RoFem... ;) Obżarłyśmy się jak świnie spaghetti i przegadałyśmy pół nocy <3
   A co do reality... 8h 15min na dzień dobry w pracy. Oskarżenie przez jakąś babcię o kradzież 10zł, spięcie z menelem i jakże radosna wieść - 49h do wypracowania  do końca tygodnia. W tym 12-godzinna nocka. Jutro...Raz, że nie ma kto robić. Dwa, że jedna panna walnęła urlop na żądanie i się boją, czy im zwolnienia lekarskiego nie walnie. Co do mnie, po długich miesiącach oczekiwania, dostałam wreszcie służbowe obuwie. Innymi słowy: w lutym dostałam uprawnienia na wózek elektryczny do palet i natychmiast powinnam dostać służbowe obuwie, bo bez tego jeździć mi nie wolno... Dostałam dopiero teraz, a wcześniej jeździłam w swoich adidasach... Co do umowy - pięciu osobom (w tym mnie) kończy się umowa z końcem września. Wszystkich rejon zwolnić nie może, więc praktycznie mogę być pewna, że ja umowę dostanę. Sęk w tym, że... Za bardzo nie chcę (no dobra, w ogóle nie chcę). Ale że z finansami w domu jest jak jest, to mam jedno wyjście: szukać innej roboty, albo lżejszej albo lepiej płatnej. 
   Eveeeeen? :D Szukaj maila u siebie ;)

środa, 14 września 2011

Żeby mi się tak chciało, jak mi się nie chce...

  Innymi słowy: pojutrze wyjazd, a ja muszę się spakować. Jutro nie mogę, bo wrócę koło 23. A wtedy prysznic, ostatnie dopakowanie się (czytać: Nuclear Blast) i lulu. Rano wstać, kopnąć się po świeże bułki (czyli na otwarcie Biedry na 7 muszę być) - galopem z powrotem, zrobić sobie żarełko na drogę i na dworzec, bo o 9 mam ciopąg. W Breslau winnam zlądować koło 12 ;) 
  Sęk w tym, że mi się nie chce jak zaraza pakować. Ale muszę dźwignąć zad, bo jutro ni hu hu nie będzie mi się chciało pakować. Zresztą, jak na ostatnią minutę, to na bank pozapominam połowy rzeczy. 
  Anyway, wstawię sobie herbatę, pójdę po kolację i najpierw zrobię dwie listy: pierwszą, co muszę dokupić jutro, a drugą: co zabrać;)

Aha! Mam nową fryzurkę. Pics are yet to come ;)

A na dobranoc, moje ukochane...




wtorek, 13 września 2011

To rzecz ludzka... SIĘ NIE WYSPAĆ! ;C

Tjaaa, jak widać niezabezbyt w humorze jestem. Nie dość, że druga nocka z kolei (a za mniej niż 4h zacznie się kolejna), to jeszcze rano kilkukrotnie zostałam najperfidniej w świecie obudzona kilkukrotnie przez jakiegoś maniaka. Koleś namiętnie ciął metal (czy też pozbruk) piłą tarczową. Nawet nie wiecie, jaką miałam ochotę iść i wrazić mu w rzyć tą piłę. Włączoną. Na szerokość... A później o mało nie przespałam budzika, coby nawiedzić okulistę. I czymże się skończyła ta wizyta? Ano tym, że nesia po okularki pójdzie do Fielmanna, żeby jej dobrali. Raz, że potrafią mi szkła dobrać tak, że głowa mnie nie boli (a najlepsze jest w tym to, że maksymalna różnica między jednym szkłem a drugim winna wynosić 2 dipotrie. U F. mi dobrali szkła z różnicą 3 dioptire. I widzę super.), a dwa że okulary na receptę oznacza, że po podbiciu przez NFZ (do którego trzeba się ofc oddzielnie pofatygować), kosztują o całe 10 złotych mniej... -.- Co przy cenie -uśredniając) - 160zł jest po prostu żałosne. Na bilety się więcej straci, jeżdżąc za receptą.

Jutro też się nie wyśpię, bo na 9 do fryzjera :) Ciekawam reakcji evenmori i Falco, jak mnie w piątek zobaczą! :D

Speaking of which: w piątek najprawdopodobniej zląduję koło 11-tej. Even, a ty jak wpadniesz? No i najważniejsze: CZY będziesz (choć odpowiedzi odmownej nie akceptujemy :P) Ale dokładnie to wam esa puszczę w czw, jak kupię bilet :)

A na razie katuję nowy song van Canto :)

sobota, 10 września 2011

Praca a pisanina

Eeech, po raz kolejny się przekonuję, że praca zarobkowa nie sprzyja jakiejkolwiek twórczości. Innymi słowy: jestem po 12-godzinnej nocce, chętnie bym sobie coś popisała, ale ani siły nie mam ani pomysłów. Skończy się pewnie na tym, że słuchając sobie J. Storma vel Fabia Lione wezmę na warsztat do komentowania kolejne opowiadanie Moniviran ;) A że jestem w humorze i całkiem nieźle mi idzie z mindfuckami, to od kilku dni moje pomysły sponsoruje cytat z fanfika nieocenionej Toroj aka Ewy Białołęckiej: 


"Zbij mnie paskiem albo przywiąż do parkana, bo ja kocham jak mnie karzesz, proszę pana!"
(śpiewy Weasleyów kierowane do Snape'a)

A jeśli chodzi o J. Storma...


J.Storm - Dancin' in My Dreams 




piątek, 9 września 2011

Good to be back!

No i nareszcie mam neta z powrotem :) Tych co się bali, uspokajam: nie, nie wyjeżdżam jednak do Anglii. Tak, będę 16-tego we Wrocławiu. Tak, będę na zlocie w październiku. I nie, nie leniłam się ;) Zaraz uciekam na 12-godzinną zmianę do pracy, ale najpierw zapodam fragmentem który udało mi się spłodzić (część z was fragment w tym fragmencie zna ;). A więc...

TO AAAAAAAAAAAAAAARMS!!

- Eeee, no… W zasadzie to był wypadek… Niechcący potrąciłem regał, na którym stała no i ona spadła. – zakończył kulawo.
- Nadal nie rozumiem, JAK ją zgubiłeś. Jeśli spadła, to należało ją podnieść i natychmiast odstawić na półkę.
-Tylko,  że ona spadła obok Kryształu Transportu, którego wcześniej aktywował Morath, bo akurat do czegoś tam mu był potrzebny. I w momencie, gdy ją w rękach trzymałem, on wleciał jak oparzony i wpadł na mnie.
Asaroth potarł skronie.
- To gdzie w końcu jest ta Księga?
- No właśnie nie wiem.
Najwyższy zamyślił się.
- Morathie, ty jesteś specjalistą od podróży, na jaki region miałeś ustawiony Kryształ?
Zawezwany do odpowiedzi lekko zzieleniał.
- Teoretycznie czy praktycznie? – zachłysnął się powietrzem, gdy napotkał rozzłoszczone spojrzenie opiekuna zguby. – To znaczy…  Parametry odpowiadały Krainie Ashar.
- Wspaniale… Kraina, gdzie akurat wojna się toczy… Jeśli wpadnie w nieodpowiednie ręce…
- Panie, nikt ze śmiertelnych nie jest w stanie jej przeczytać. – wtrąciła uspokajającym głosem Nemirith. Jako jedyna nie musiała się obawiać gniewu Pana Niebios. – Uważam, że powinieneś się na spokojnie zastanowić, co zrobimy.
- My? – wyrwało się jednoczenie z ust głównym sprawcom zamieszania.
Bogini spojrzała z irytacją.
- A co? Myśleliście, że was to ominie? Już i tak tkwicie w tym powyżej uszu!
Władca zaczął przechadzać się po Sali, pod czujnym ostrzałem dziesięciu par oczu.
„ Wielkie nieba, Księga Czasu pośrodku rozszalałej zawieruchy wojennej. Ba! Co gorsza, i to pośród tych zadziornych bałwanów z Ashar… I co tu teraz zrobić? Wyśledzić się nie da, bo inteligentnie sam ją obłożyłem zaklęciem ochronnym. Zejść samemu pośród Krainy nie mogę, ani wysłać kogokolwiek z tej całej zgrai… Nie no! Muszę kogoś wysłać, i to szybko!” – walnął pięścią o kolumnę z wściekłości.
- Na chwilę obecną zamykam Posiedzenie. Fuoran i Morath!
Obaj bogowie zastygli w bezruchu.
- Żeby żaden z was nie ważył się znikać! Do chwili, aż ustalę co dalej zrobimy, macie mi siedzieć w pałacu. Nie będę za wami gońców rozsyłał, jak będę chciał się czegoś od was dowiedzieć. A teraz wszyscy wynocha!
Sala opustoszała, jedynie pozostała Nemirith.
- Mój drogi, co zamierzasz uczynić? I nie myśl nawet, że uwierzę w twoje „jeszcze nie wiem”, za dobrze znam tę minę.
Najwyższy skrzywił się, a potem ciężko westchnął.
- Ani Fuorana ani Moratha wysłać nie mogę. Mogliby jeszcze bardziej wszystko pokomplikować. Sam się wmieszać nie mogę, bo tylko zaognię sprawy w Krainach.
- A nie możesz tej Księgi wyśledzić?
- Nie, sam na nią nakładałem zaklęcia ochronne. – westchnął ponownie. – Niestety jest tylko jedno wyjście: muszę wysłać Favillę po nią.
Bogini spojrzała na niego z niedowierzaniem.
- Naszą Favi?! Przecież ona jest jeszcze taka mała. Nie zna żadnej z tych Krain. A ty chcesz wysłać ją na misję, od którego zależy istnienie czegokolwiek?
- Jeśli masz lepszy pomysł, to powiedz. – sarknął. Po chwili kontynuował:
- Wiem, że to szaleństwo, ale naprawdę nie mamy innego wyjścia. Jedno jest pewne: nie mogę jej samej wysłać, musi ktoś iść z nią. I to ktoś, kto dobrze zna wszelkie aspekty tych ziem i kultur.
Zapadła cisza. Asaroth potarł w zamyśleniu brodę.
- Wybacz mi, ale muszę pomyśleć w samotności. Mogłabyś poprosić Favi, żeby przyszła do mnie za jakieś pól godziny?
- Oczywiście.
Nemirith odeszła, zostawiając męża zatopionego we własnych myślach.

***

Favilla stała oparta o barierkę okalającą pastwisko i rozmarzonym wzrokiem przyglądała się pokazowemu stadu rumaków swego ojca. Konie, nic nie robiąc sobie z obecności dziewczyny, galopowały z rozwianymi grzywami, przeganiając się dla zabawy z jednego miejsca w drugie. Już jako dziecko sprawiała niemałe problemy stajennym, którzy musieli bardzo uważać na małą dziewczynkę, która właziła bez żadnych zahamowań do boksów najwredniejszych ogierów. Te, o dziwo, nic jej nie robiły, a wręcz był problem, żeby ją stamtąd wydostać, gdyż koń, którego zaszczyciła akurat wizytą, nie pozwalał do niej nikomu podejść. Trzeba było wówczas wzywać Asarotha, żeby ten ją wyniósł, bo tylko jemu pozwalały podejść. Nie trzeba oczywiście dodawać, że stajnia trzęsła się wówczas od ryku wściekłego boga, który robił karczemną awanturę pracownikom, że nie uważali na jego księżniczkę. A księżniczka, nic sobie nie robiąc z ryku ojca, zaśmiewała się wniebogłosy i usiłowała wyrwać do kolejnego konia. Zresztą, podobne wyskoki zostały jej do tej pory. Choćby zwyczaj spania w boksie ulubionego wierzchowca jej ojca – Draugira. Wszyscy w Pałacu wiedzieli, że jeśli Favilli nie ma w komnacie, to jest gdzieś w pobliżu stajni.
Tam też znalazła ją matka.
- Znowu się im przyglądasz? – powiedziała, całując ją w czoło. – Oj Favi, kiedy ci przejdzie?
- Mamo, jak mi ma przejść? No tylko popatrz! – zawołała, wskazując na Draugira, który widząc, że mu się przyglądają, zaczął tańczyć, co chwilę odrzucając grzywę z rżeniem i zamiatając ogonem. Kobiety musiały zmrużyć oczy, gdyż w tak słoneczny dzień jego biała sierść odbijała światło jak lustro.
- Kochanie, ojciec prosił, żebyś przyszła do niego do gabinetu.
Favi spojrzała zdziwiona.
- Stało się coś?
- On sam ci wyjaśni. No leć! Przecież wiesz, że nie lubi czekać.
- Pani Nemirith! – to z daleka gnał jeden z dżinów zatrudnionych w pałacu. - Jest Pani potrzebna w pracowni!
Matka z córką spojrzały na siebie wymownie i zgodnie przewróciły oczami.
- Niech zgadnę: któraś  z dziewczyn wysadziła coś w powietrze? – powiedziała bogini, spoglądając na umorusanego sadzą dżina, który szkolił młode nimfy w przyrządzaniu leczniczych eliksirów.  – Już idę. Chodź kochanie, odprowadzę cię kawałek.

***
Asaroth siedział zachmurzony w gabinecie. Sytuacja była poważna, bardzo poważna, a wysyłanie ukochanej córki na dół mu się w żadnym wypadku nie podobało. Z zamyślenia wyrwało go pukanie do drzwi.
Favilla wetknęła głowę do środka przez uchylone drzwi.
- Tato, chciałeś mnie widzieć?
Najwyższy się uśmiechnął.
- Tak, wejdź kochanie i zamknij drzwi. – poczekał, aż dziewczyna zrobi, co powiedział i nałożył zaklęcie na drzwi, zapobiegające zbyt wścibskim uszom podsłuchiwanie.
Favi obserwowała ojca z rosnącym niepokojem.
- Tatku, co się stało? Nie byłeś tak zdenerwowany, od momentu kiedy 500 lat temu Taron dla zabawy wywołał Wielką Wojnę między Krainami, więc musiało się stać coś równie ważnego.
- Nie będę ukrywał – jest jeszcze gorzej niż myślisz. Ten idiota Fuoran, zgubił Księgę Czasu gdzieś w Krainie Ashar.
- Przecież tam trwa wojna! – zawołała przerażona. – Jeśli którakolwiek ze stron ją dopadnie…
- O tyle jesteśmy bezpieczni, że nikt ze śmiertelnych nie jest w stanie jej odczytać. Mogę tylko odczytać ją ja i Śmierć. No i Taron, który jak pamiętasz był bóstwem wojny, ale on jest uwięziony w Czeluści, więc nie stanowi zagrożenia.
Dziewczyna spojrzała na ojca poważnie.
- On jest również bóstwem niezgody i sprytu. Zawsze stanowi zagrożenie, nie możemy go całkowicie nie brać pod uwagę.
Asaroth spojrzał na nią pochmurnie.
- Wiem.. Masz rację. Problem w tym, że nie mam jak jej wyśledzić, a za bardzo nie mam kogo po nią wysłać. I dlatego pojedziesz ty.
- No dobr… Zaraz! Że jak??

***

Dwa tysiące lat czekania w nicości. Dwa tysiące lat planowania.
Czeluść, będąca miejscem zesłania tych, których bogowie chcieli ukarać w szczególności, była miejscem, a jednocześnie nim nie była. Najstraszniejszą karą dla kogokolwiek jest samotność. I tym właśnie była. Pustką. Nicością. Była jednocześnie ograniczona i bez granic. Z jednej strony można ją było odnaleźć, ale zlokalizować już nie. Czeluścią nazywa się umysł. Opróżniony ze wspomnień, obrazów, zapachów, dźwięku…
W takim oto miejscu, dwa tysiące lat temu został uwięziony sprawca Wielkiej Wojny, która niemal całkowicie wyludniła Krainy. Bóstwo niezgody, dwugłowy Taron. Zazdrosny o swego towarzysza z dzieciństwa Asaroth, rozgoryczony tym, iż został – w jego mniemaniu – pominięty w zaszczytach, rozpętał na Dole bratobójczą walkę, która rozprzestrzeniła się po całym ukochanym przez Najwyższego świecie. W efekcie został uwięziony we własnym umyśle, skazany na wieczną kłótnię ze swoją rozdwojoną jaźnią.
Lecz Pan Niebios popełnił błąd. Pozwolił zachować szaleńcowi swoje zdolności i wspomnienia, które tylko potęgowały jego rozgoryczenie i gniew. Zwykle skłócone jego rozdwojone „ja” doszło do porozumienia i zaczęło planować zemstę. W tym celu rozpoczęło mozolne doskonalenie jedynej zdolności, której inni nie byli świadomi. Taron był również Szepczącym w Ciemności, zdolnym do wnikania w umysły innych i pojawiania się w ich koszmarach sennych. W ten sposób był w stanie, choćby częściowo, opanować istoty słabsze. Z początku zdawało się to niemożliwe, ale po setkach lat ćwiczeń udało mu się wniknąć w umysł równego sobie – Fuorana i przekonać, by ten wykradł Księgę Czasu. Co prawda, nie wszystko poszło zgodnie z planem, bo ten ją zgubił , ale to już było nieważne. Istotne było to, że machina ruszyła.
Dwa tysiące lat planowania zemsty… I jeszcze nigdy nie był tak bliski wygranej.

piątek, 2 września 2011

For Ancelooooot!!

Na 90% nesia za dwa tygodnie będzie w Anglii :D Babka dzwoniła dziś o 8 czasu angielskiego i chciałaby, żebym przyjechała już w środę (tak, TĄ środę). ;) Ale najpierw muszę w pracy dać wypowiedzenie, ogarnąć połączenia do Wielkiej Brytanii i pozamykać parę spraw. Umowy są na 3 lub 6 miesięcy z możliwością przedłużenia ;)

Także z żalem już uprzedzam, że nie przyjadę tego 16-tego ani na zlot ;C Wiem, że gonie mnie będziecie reprezentować :)

Aha! Very important: kontaktujcie się ze mną na komórkę, bo mi neta odcięli :/ Akurat jak teraz jest najpotrzebniejszy...

czwartek, 1 września 2011

What a day, what a day!!

Dobra, zaczynając od końca, czyli od moich ukochanych chłopaków z Rhapsody of Fire. Alex ogłosił, że nowym basistą zespołu jest brat Holziego czyli Oliver Holzwarth. Grał on wcześniej z Blind Guardianem czy Tarją Turunen.

Serdecznie witamy!!


Swoją drogą, te ogolone głowy to chyba u nich znak rozpoznawczy w rodzinie... :B

Z drugich nowin: odezwano się do mnie w sprawie pracy w Anglii. Sęk w tym, że nie mogłam odebrać (a dzwonili cztery razy) bo byłam w pracy... -.- No ale nic. Jak jutro nie zadzwonią, to sama do nich zadzwonię ;)

Trzymajcie laseczki kciuki za mnie!!!

wtorek, 30 sierpnia 2011

Here we go!

Chyba jestem straszną gadułą... :P

No ale w końcu mi się udało zacząć!

   Nawet bóg może mieć zły dzień. A dlaczego by nie? Może się tak zdarzyć, że akurat to ty siedzisz na czele panteonu bóstw. Czyli nie mniej, nie więcej jesteś odpowiedzialny za pilnowanie tej całej rozwydrzonej zgrai. Niby jest was dziesięcioro, niby każdy jest odpowiedzialny za coś innego, a jednak, jak coś nawywijają, to ty zbierasz cięgi. Ot, choćby dziś.  Fuoran, który jest bóstwem żywiołu ognia, wdał się w popijawę ze Śmiercią i dał się namówić na grę w kości. Niby nic, powiecie. Sęk w tym, że Śmierci się ostatnio nudzi, a że ognisty dureń jest beznadziejnym graczem, to przerżnął. I to z kretesem – u śmiertelnych będzie potężna susza latem. I cieszyć się należy, że tylko latem, bo znając możliwości tej dwójki… Jeszcze można by przeboleć tą suszę, tyle że mieszkańcy Krain wszelakie prośby zanosić będą do Fuorana. Ten, oczywiście nic nie zrobi, no bo co miałby zrobić, więc całe niezadowolenie zwróci się przeciwko tobie. „Też mi coś – jesteś Bóstwem, więc czego się przejmujesz?” – ktoś mógłby powiedzieć. Tylko, że te wszystkie narzekania powodują u ciebie potężne migreny. Tak jak dziś. A do tego trzeba jeszcze doliczyć biegunkę.
   Co tu dużo mówić, Asaroth, Najwyższy z Najwyższych, główne bóstwo Krain, tkwił w toalecie.  Dobrze chociaż, że papieru nie brakło. Jakby tego wszystkiego było mało, strasznie prześladowało go, co też ta cała nieodpowiedzialna banda wymyśli na Posiedzeniu Najwyższych pod jego nieobecność.
   „Powinienem tam być”, pomyślał, markotnie sięgając do wiszącej rolki. Zaklął paskudnie, gdy się okazało, że na niej nic się nie ostało.  Zmarszczył czoło i pusta rolka papieru została zamieniona na nową. Chociaż jakieś plusy z bycia bogiem. Wsłuchał się przez chwilę w swój organizm i doszedł do wniosku, że wszystko co z niego zejść mogło zeszło i można wrócić na Posiedzenie Najwyższych.
   Z uczuciem niepokoju dotarł do drzwi, za którymi znajdowała się Sala Posiedzeń.  Uczucie to nasiliło się, gdy skonstatował, że zza drzwi nie dobiega zwyczajowy hałas: krzyki, kłótnie czy śpiewy (jak już sobie popili). Gdy wszedł do środka, powitały go uśmiechy osób siedzących dookoła wielkiego stołu, na którym piętrzyły się przeróżne smakołyki.
   - Panie, czy wszystko już dobrze? – zapytała Nemirith, bogini roślinności i uzdrowicieli. – Mówiłam ci, żebyś nie mieszał wina z owocami sari. – dodała z wyrzutem.
   - Jak zwykle miałaś rację, moja droga. – odparł z uśmiechem. – Coście wymyślili tym razem? – spytał, rozglądając się po twarzach pozostałych.
   Cisza się pogłębiła.  Wszyscy spoglądali jeden na drugiego w nadziei, że ten drugi przekaże na czym stanęło. Nikt nie chciał podpaść, już i tak poirytowanemu Asarothowi.
   - No więc…?
   Nemirith straciła cierpliwość. 
   - Saronie, to twój pomysł więc wypadałoby, żebyś sam go przedstawił.
   Wywołany wyraźnie się zmieszał.
   - Ja… eee… No więc ustaliliśmy… Ale to jeszcze tak jakby w sferze planów… 
   Asaroth stracił cierpliwość.
   - Biegunka i migrena, a teraz ty… Jeżeli natychmiast mi nie powiesz, coście tym razem zmalowali, przysięgam, że za karę będziesz służył Śmierci jako wierzchowiec!!
   Saron zrobił się blady jak ściana. Będąc bóstwem wszelakiego dobrobytu, uwielbiał jedzenie, co w połączeniu z jego lenistwem skutkowało olbrzymią nadwagą.  Sięgnął trzęsącą się ręką po puchar wina stojący przed nim, łyknął desperacko i stracił dech.
   - Fuoran zgubił Księgę.
   - Nie zgubiłem, tylko mi ją Morath z ręki wytrącił!
   - Na jedno wychodzi.
   - Wcale nie!! Różnica tkwi w int-
   - CISZA!!! – ryknął Asaroth.
   Bogowie zamarli.
   Asaroth powiódł wściekłym wzrokiem po zgromadzonych. Wziął głęboki wdech, odchrząknął i z pozornym spokojem zapytał winowajcy:
   - Jakim cudem Księga znalazła się w twoich rękach? Przecież wyraźnie zakazałem komukolwiek jej dotykać.

No i tu utknęłam :P Nie wiem, jak dalej się wysłowić :)

EDIT: Tom Hess dziś na forum: "You can expect some new news soon. And thanks for the support of both bands (it's appreciated by all)

What a beautiful daaaaaaaay!

Aaaach, jak miło się byczyć w łóżeczku :) Po tych siedmiu dniach maratonu w pracy, lenię się na maksa. Herbatka jes, wygodne podusie są, ciepła wełniana kołderka jest, książka jest. Tym razem na tapecie mam "Córkę kata" Olivera Potzsch.Krótko po zakończeniu wojny trzydziestoletniej (XVII wiek) w niemieckim Schongau dochodzi do serii brutalnych morderstw na dzieciach. Jako sprawczynię ludzie widzą miejscową akuszerkę Marię, która zostanie oskarżona o konszachty z diabłem i owe mordy. W jej niewinność wierzą jedynie kat, jego córka oraz młody medyk, którzy na własną rękę prowadzą śledztwo. Całkiem ciekawa, jednak w pewnym momencie autor chyba utknął w martwym punkcie, bo mam wrażenie, że śledztwo kręci się w kółko. Aczkolwiek może to wina faktu, że czytałam ją do tej pory jadąc do pracy, a więc jakieś pół godziny dziennie.
Żeby wam troszkę uzmysłowić, skąd taki dobór bohaterów. Zarówno akuszerki, jak i kaci należeli do wyklętych z "normalnych" społeczności. Akuszerki często określano mianem "czarownic" ze względu na ich olbrzymią, jak na owe czasy, wiedzę medyczną, głównie z zakresu układu rozrodczego, oraz znajomości ziół. Większość z nich znała się na leczeniu chorób od ówczesnych lekarzy, którzy w większości zalecali amputację, wypalanie ran, okłady i upuszczanie krwi jako lek na wszystko. Kaci natomiast byli wykluczani ze społeczeństwa ze względu na specyfikę swego zawodu. Byli oni nie tylko odpowiedzialni za stracenia skazańców, jak również za wszelkiego rodzaju tortury. Nic więc dziwnego, że zwykli ludzie bali się kogoś, kto potrafiłby nawet trupa zmusić do przyznania się do winy.

Uprzedzam pytania: pisanie, jak i pomysły na razie stoją w miejscu. Aczkolwiek wolę na spokojnie pomyśleć nad historią czy jak mają bohaterowie wyglądać. A już na pewno nie chciałabym dopuścić do tego, żeby toto zrobić byle jak. Wcale się nie zdziwię, jak skończy się na tym, że najpierw pojawią się opisy scenek, a dopiero później będziem składać to do kupy :)

Wczoraj gadałam z kierowniczką. Mam bodajże we wrześniu ponad 5 dodatkowych dni wolnych, więc najprawdopodobniej we Wrocławiu zląduję duuuużo wcześniej jeśli chodzi o godzinę przyjazdu :D

sobota, 27 sierpnia 2011

Zlot fanclubu Rhapsody!!!!!

TAAAAK!! Michaś załatwił nam salę za free! :D Nic więcej dodawać nie trzeba. Dane podaję poniżej

Zlot 2011
Miejsce: Kraków, pub Tower
Kiedy?: 9 październik 2011

Godzinę i ew. żarełko się uzgodni w najbliższym czasie. Niech no tylko pyśki wrócą z wakacji ;))

Dla nie-krakowian: pub Tower jest spacerkiem (I to wolnym) jakieś 10-15min od Dworca Głównego. 5 min od Starego Rynku i jakieś 15min od Smoka Wawelskiego. W pobliżu jest całkiem sensowny hostel "Goodbye Lenin! Let's Rock". Ceny nie są zaporowe, a i łóżka wygodne (wiem, bo spałam jak byłam na mini zlocie członków z FC Sabatonu).

Z obozu RoF na razie cisza. Poza tym, Tom na forum ciągle tłumaczy idiotom, dlaczego zmiana regulaminu i czemu muszą go przestrzegać. -.-

Coraz bardziej podziwiam gościa.

Na zdj. Tom Hess

piątek, 26 sierpnia 2011

Dzień jakich mało... :)

Ojoj... Daaawno nie miałam tak udanego dnia. Pominąwszy, że musiałam wstać po 5-tej, i fakt, że w ciągu 7 dni wyrabiam 61h BEZ dnia wolnego to...

Rumak zwany Anim oraz Rosomaczek poprawili mi skutecznie humor. Fakt, że sam fakt znalezienia się nad jeziorem mi pomógł, to chłopaki jeszcze skutecznie mnie rozśmieszali. A tekst Aniego do Rosomaka: "Weź rozstaw nogi, bramka będzie!!" powalił mnie z kwikiem na łopatki. Jak również powrót z Rosomakiem grającym na frisbee w siatce foliowej (robiło za tamburyno) i Anim na butelce po wodzie (bębenek) przy wtórze ichniego "ayeeeeeaaaeeee" był po prostu epicki!! 
Eeech, Rusałka... :D 

PS. Poszła płatność do NB :) 

czwartek, 25 sierpnia 2011

Oficjalne forum RoF is back :)

Hmm, Alex uruchomił forum RoF na nowo i oczywiście wrze :) Za to Tom troszeczkę rozjaśnił nam sytuację. Postaram się króciutko streścić, co powiedział:
  • Luca nie będzie miał zespołu o nazwie "Rhapsody"; chodzi o to, że może mieć zespół używający słowa rhapsody w wyrażeniu;
  • rozstanie jest całkowicie przyjazne, chłopaki chcą po prostu zrobić coś nowego po zakończeniu sagi;
  • Tom uważa, że Luca czego się dotknie to zamienia to w złoto, więc o jego twórczość jest całkowicie spokojny;
  • Rhapsody of Fire jest kompletne, nie brakuje mu członków; panowie na razie zajmują się planowaniem i wprowadzaniem planów w czyn;
  • informacja o nowych członkach zostanie podana, kiedy przyjdzie na to czas :)

środa, 24 sierpnia 2011

On the way to, on the way to, on the way to... FALCO!!

Jak ja lubię takie planowanie!! :D Ale do rzeczy. 16 września nastąpi pierwszy najazd (mój) na Wrocław. Wstępnie pociąg i cena biletu ogarnięta, więc o ile za dużo się nie zmieni to po 15-tej zaczniemy okupiwać i majndfaczyć Breslau. W programie:
  • gorszenie moherów,
  • włóczenie się (czytać: zwiedzanie),
  • obgadywanie chłopaków z RoF.
Po tymże czasie, mła się przekształci (chwilowo!!) w kobietę i uwarzy Magiczne Jadło czyli zrobi swoje spaghetti (jeśli dziewczyny wyrażą chęć, to nawet mogę zrobić zupę toskańską pomidorowo-chlebową;) ).

A na sam koniec najlepsze: babskie pogaduchy i... Opowiadanie o dwóch gejach: pegazie i jednorożcu!! :D

Evenmori!! Upewnij się kochana, że będziesz miała ranne zmiany albo wolne piątek i sobotę (rano). :D Z Lubym jesteście oboje mile widziani!! :D

Rano (albo jeszcze w nocy) nesia odjedzie dalej ratować Algalord i polować na smoki. Ergo: ruszy na ślub kuzyna do Krakowa i sprawdzi, czy w końcu smokowi jaja urosły :D

Poprzednio miał jakieś zalążki:

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Pomysły a inspiracja czyli jak łapiemy wena ^^

Po dzisiejszym dniu jedno wiem na pewno - nic tak nie niszczy pomysłów i chęci do wymyślania/pisania/rysowania (niepotrzebne skreślić), jak moja praca... Wpadłam dziś sprawdzić jak mam grafik i podrzucić zwolnienie za weekend (usunęli mi ósemkę, a żęborwij papiurka nie dał) i się podłamałam. Od jutra do niedzieli włącznie bez ani jednego dnia wolnego - 52h... Wyszli chyba z założenia, że skoro miała cztery dni wolnego, to można wykorzystać. Z drugiej jednak strony, my już mamy praktycznie wykorzystane wszystkie godziny do końca kwartału (który, przypomnę, kończy się we wrześniu), więc JAK oni chcą wybrnąć z nadgodzinami to nie mam zielonego pojęcia.

Zresztą, nie o tym chciałam pisać :) Właśnie odkryłam, CO najbardziej sprzyja (a przynajmniej mi) przy wymyślaniu postaci... A mianowicie jest to metal (dziś Within Temptation z albumem "The Unforgiven") oraz... pogaduchy z kumpelami! Wczoraj z Kasicą i Moni, a dziś z Sis i Falco. Efekt? Pomysł na kolejnego bohatera. Aczkolwiek jego do tego opowiadania (które zaczyna się powolutku zarysowywać) nie mam zamiaru - nie chcę, żeby postacie poginęły w gąszczu przeróżnych indywiduów.

Ponieważ wiem, że i tak będę molestowana, coby coś zdradzić o bohaterze, to od razu go opiszę. Tym razem zostałam z elfem w pamięci. Tylko, że...

Ten elf jest zafascynowany wszelakiej maści maszynami i kowalstwem. Nic go bardziej nie uszczęśliwia od naprawiania kolejnych maszyn górniczych czy wozów krasnoludom (wspominałam już, że mieszka w mieście krasnoludzkim?) czy też wykuwanie kolejnych narzędzi, broni... Tak, wygląda (a przynajmniej częściowo) jak typowy elf: wysoki, piękna twarz, o długich włosach. Sęk w tym, że włosy piękne, owszem, ale nosi je ciasno związane w koński ogon. Wysoki? A jakże! Tylko mięśni pozazdrościć mógłby mu sam Conan Barbarzyńca. A do tego nosi portki z mieszanki materiału i skóry, poprzecierane i poplamione wszelakimi smarami, olejami i maściami. A ręce i twarz ma pobrudzone sadzą i węglem...

Moja własna wyobraźnia zaczyna mnie przerażać...

PS. Ofc, nie używać pomysłów moich bez mojej wyraźnej zgody ;)

From chaos... CHAOS?! Chaos to się dopiero zacznie!

Ojojoj! Zaczęłam bloga, żeby się wygadać, a stanęło na tym, że opowiadania pisać będę... Jak na razie z pomysłów na bohaterów:
  • jednorożec, który prawi złośliwości, klnie oraz uwielbia napoje wyskokowe wszelakiej maści;
  • krasnolud o duszy elfa...
Ten krasnolud... On po prostu stanął mi przed oczami i się go pozbyć za Chiny Ludowe nie mogę... No bo! Wyobraźcie sobie: niska, baryłkowata persona, z brodą częściowo zaplecioną w misterne warkoczyki, a częściowo w eleganckich falach; stojąca przed krzakiem - dajmy na to - jaśminu, i z zadumą w oczach wąchająca kwiaty tegoz krzewu...

I co ja mam z tym fantem zrobić??

Pomysły mile widziane ;)

niedziela, 21 sierpnia 2011

From Chaos...

Taaak, evenmori natchnęła chęć wygadania się i Rhapsody of Fire, a mnie... No cóż, w zasadzie, to też chęć wygadania się. Aczkolwiek iskrą zapalną było moje dzisiejsze szperanie wśród ofert pracy... Ale o tym później :)

Na początek wypadałoby się krótko (ehe, już to widzę) przedstawić. A więc, oto mła: blondwłosa gaduła, która uwielbia prawić złośliwe przytyki (ale tylko przyjaciołom w ramach droczenia się). Uwielbiam muzykę metalową, a w szczególności niejaki zespół Rhapsody of Fire:


Z innych pasji, to koniecznie trzeba wymienić książki. Oj taaak, książki pochłaniam na tony i nie ma miesiąca, żebym przynajmniej czterech nie kupiła. Czytam w drodze do pracy, z pracy, w domu po pracy i gdzie się tylko da :) W szczególności uwielbiam książki fantasy o pyskatych dziewczynach czyli głównie autorzy z krajów byłego bloku sowieckiego oraz Ameryki Płn: Ilona Andrews (cykl o Kate Daniels), Olga Gromyko (czy jeszcze trzeba przedstawiać wiedźmę, która się podpisuje W. Redna?), Patricia Briggs (zmiennokształtni i wampiry ale z jajami - nie to co te lalusie ze Świtania, a tfu! Zmierzchu)... Eee, o książkach to chyba innego dnia napiszę oddzielnego posta.
 Dodatkowo uwielbiam: gry komputerowe z gatunku RPG i niektóre przygodówki, kulturę oraz kuchnię włoską, język angielski i swoją cieszymordę - znaczy się psa.
 Poza tym, dzień w dzień wypruwam sobie żyły na kasie w Bezdomce i usiłuję co bardziej upierdliwych klientów nie zlinczować na miejscu.

A wracając do inspiracji... Mając już serdecznie dość zapieprzu w Bezdomce (tak, nadal kobiety tonowe palety wyciągają, tyle że elektrycznymi paleciakami. A i tak nam wolno do 350kg...), zaczęłam się rozglądać po ofertach pracy... No i normalnie załamka... No żeby od najzwyklejszej sekretarki wymagali wykształcenia wyższego z kulturoznawstwa lub kierunku pokrewnego?? Za chwilę od kasjerów w markecie wymagać będą studiów psychologicznych... -.-  Niemniej jednak udało mi się znaleźć dwie (!) oferty - jedna w empiku na dziale książki (nawet mi pasuje) a druga to w Wielkiej Brytanii przy zbiorze grzybów. I tu się wściekłam po raz drugi. Ok, że CV w języku angielskim. Wsio jak najbardziej logiczne. Tylko, dlaczego szablon do wypełnienia na stronie Wojewódzkiego Urzędu Pracy, jest nie dość, że mało logiczny i przejrzysty, to jeszcze przy jego wypełnianiu, przez głupi podział strony, wyskakują takie kwiatki jak dwie strony przerwy?? Nawet ja, technik informatyki z ECDL, nie mogłam sobie poradzić, a co dopiero osoba, która "Łorda" zna tylko na tyle, żeby coś napisać!
Skończyło się tym, że koleżanka po anglistyce (notabene też pracy znaleźć nie może), podesłała mi link ze strony Kentu jak to napisać...

Ale w sumie...
To chyba za dużo wymagam, jeśli proszę o logikę.
W końcu to Polska :)