piątek, 30 września 2011

Chaising wena

Dostałam umowę bezterminowo w pracy więc mogę spać spokojnie, jeśli chodzi o zaplecze finansowe (w sensie, że nagle kasy nie będzie).

A wen pojawia się i znika. Zwykle pojawia, jak padam na pysk i spać trzeba, a znika jak się wyśpię... Coś tam napisałam, ale na razie stoję. Nie, na razie nie wrzucę, bo mam toto na papierze, nie w docu :) Jak przepiszę to wrzucę.

A na razie TO chodzi za mną...



I AM YOUR GREAT PRETENDER!!

wtorek, 27 września 2011

Sun's shining over me again!!

A mówią, że to za nami trudno nadążyć! :D Ledwo zaczęłam jęczeć, że mam dolinę, a Alex ogłosił nowego gitarzystę, który wspomoże Toma Hessa. Jest nim jego wieloletni przyjaciel Roberto De Micheli. Tom i Roberto już zaczęli ćwiczeni na nadchodzącą trasę...



Ciekawe, skąd Alex wiedział o mojej dolinie... :P

A tym razem dolina...

Tak, ja wieczna cieszymorda (jak określają mnie i mojego psa) złapałam dolinę. Raz, że kończy mi się okres. Dwa, że kończy mi się umowa w pracy. Trzy, że znowu zaczął się kołchoz. Innymi słowy: wrócili studenci. I co by nie było, z góry uprzedzam, że będę generalizować - proszę mi się nie obrażać, bo wiem, że od każdej reguły są wyjątki (tak, to głównie do even i Falco). Wrócili studenci i? Brak drobnych, no bo przecież policzenie 34gr w portfelu to jak wymagać od humanisty dodawania matryc wielowymiarowych (czytać: niemożliwe). Na przerwę prze 19 nie puszczą, Bo "są taaaakie kolejki". A jak popukałam się w czoło, że co mnie to obchodzi, to awantura o moje podejście do pracy. To ja już z góry uprzedzam: w DUPIE mam takich klientów. To my jesteśmy dla nich, a nie na odwrót! Nawet jeśli mi dadzą tą umowę, to i tak szukać czegoś innego będę... Gwoli ścisłości: "taaaakie kolejki" oznacza kolejki na wszystkich kasach, w których czeka się po 15min.Lub więcej. Dodatkowo Poznań cały w korkach, które potrafią się rozładowywać dopiero po 21. I nie tylko przez remonty. Połowa studenckiej braci wozi swoje szlachetne cztery litery autami. Zobaczymy jak długo. Obstawiam, że do Świąt się skończy.

Weny co prawda nie mam, ale znalazłam jedno jajo styropianowe i jak tylko znajdę chwilkę, to będzie malowane :D Tylko jeszcze muszę poszperać za drugim.

Even się zachwca malunkiem Alexandrosa, a ja się pozachwycam rysunkiem Anny Aronji czyli Alexem :D


sobota, 24 września 2011

Kyrk na cółkach czyli dzieje się!

Oj dzieje, dzieje! Ledwo wczoraj przybyłam na nockę, a mało nie padłam, jak zobaczyłam sobowtóra Kufira. Mało go po nicku nie zawołałam, tylko mi podpadło co on taki niski i dlaczemu taka kurduplowata postura. Co poniektórzy się o foty dopominali, lecz nie mam. Aż szkoda że ich nie zrobiłam jak nam market demolował. Tzn. rozwalił 3 wiaderka orzeszków ziemnych i przewalił DHPkę (dla tych, co nie wiedzą: połowa palety ;) zwana "dehapką") z psim żarciem (no, prawie).

Po nockach zostały mi potwornie posiniaczone nogi. Na lewej dwa siniaki wielkości połowy mojej dłoni.. I żebym to ja wiedziała KIEDY je sobie nabiłam...

Na zlot żeśmy z Falco i Moni opracowały scenariusz na mix RPGa. Wszystko sprowadza się do:

Dargor: "Zgubiłem jaja!"

Zaczęłam wcielać plan w życie i grzebię w Joomli. Templatkę dziś znalazłam, teraz trzeba to tylko jakoś poustawiać i pozmieniać. I molestujemy pewnego admina... ;)


wtorek, 20 września 2011

Home sweet home or back to reality...

   A reality za karę strikes back! Ale po kolei. Wróciłam ze ślubu kuzyna w Krakowie. Nową kuzynkę ma prześliczną i mądrą. Noo i bardzo sympatyczną. Pogoda świetnie się udała, bo nawet temperatura doszła do 26 stopni w cieniu (a siedźcie sobie wtedy na środku Rynku Głównego w Krakowie w czarnej koszulce i dżinsach... -.-). W mieście się zakochałam!
   Wypad do Breslau jak najbardziej udany, z wyjątkiem jednego... Tak evenmori, o TOBIE paskudo mówię! :P Falco przegoniła mnie po Starówce (no complains here!), pofociłyśmy, popiszczałyśmy nad jednym gniadoszem i poobrabiałyśmy tyłki komu się dało! No i wpadłyśmy na nasty plan związany niejako z RoFem... ;) Obżarłyśmy się jak świnie spaghetti i przegadałyśmy pół nocy <3
   A co do reality... 8h 15min na dzień dobry w pracy. Oskarżenie przez jakąś babcię o kradzież 10zł, spięcie z menelem i jakże radosna wieść - 49h do wypracowania  do końca tygodnia. W tym 12-godzinna nocka. Jutro...Raz, że nie ma kto robić. Dwa, że jedna panna walnęła urlop na żądanie i się boją, czy im zwolnienia lekarskiego nie walnie. Co do mnie, po długich miesiącach oczekiwania, dostałam wreszcie służbowe obuwie. Innymi słowy: w lutym dostałam uprawnienia na wózek elektryczny do palet i natychmiast powinnam dostać służbowe obuwie, bo bez tego jeździć mi nie wolno... Dostałam dopiero teraz, a wcześniej jeździłam w swoich adidasach... Co do umowy - pięciu osobom (w tym mnie) kończy się umowa z końcem września. Wszystkich rejon zwolnić nie może, więc praktycznie mogę być pewna, że ja umowę dostanę. Sęk w tym, że... Za bardzo nie chcę (no dobra, w ogóle nie chcę). Ale że z finansami w domu jest jak jest, to mam jedno wyjście: szukać innej roboty, albo lżejszej albo lepiej płatnej. 
   Eveeeeen? :D Szukaj maila u siebie ;)

środa, 14 września 2011

Żeby mi się tak chciało, jak mi się nie chce...

  Innymi słowy: pojutrze wyjazd, a ja muszę się spakować. Jutro nie mogę, bo wrócę koło 23. A wtedy prysznic, ostatnie dopakowanie się (czytać: Nuclear Blast) i lulu. Rano wstać, kopnąć się po świeże bułki (czyli na otwarcie Biedry na 7 muszę być) - galopem z powrotem, zrobić sobie żarełko na drogę i na dworzec, bo o 9 mam ciopąg. W Breslau winnam zlądować koło 12 ;) 
  Sęk w tym, że mi się nie chce jak zaraza pakować. Ale muszę dźwignąć zad, bo jutro ni hu hu nie będzie mi się chciało pakować. Zresztą, jak na ostatnią minutę, to na bank pozapominam połowy rzeczy. 
  Anyway, wstawię sobie herbatę, pójdę po kolację i najpierw zrobię dwie listy: pierwszą, co muszę dokupić jutro, a drugą: co zabrać;)

Aha! Mam nową fryzurkę. Pics are yet to come ;)

A na dobranoc, moje ukochane...




wtorek, 13 września 2011

To rzecz ludzka... SIĘ NIE WYSPAĆ! ;C

Tjaaa, jak widać niezabezbyt w humorze jestem. Nie dość, że druga nocka z kolei (a za mniej niż 4h zacznie się kolejna), to jeszcze rano kilkukrotnie zostałam najperfidniej w świecie obudzona kilkukrotnie przez jakiegoś maniaka. Koleś namiętnie ciął metal (czy też pozbruk) piłą tarczową. Nawet nie wiecie, jaką miałam ochotę iść i wrazić mu w rzyć tą piłę. Włączoną. Na szerokość... A później o mało nie przespałam budzika, coby nawiedzić okulistę. I czymże się skończyła ta wizyta? Ano tym, że nesia po okularki pójdzie do Fielmanna, żeby jej dobrali. Raz, że potrafią mi szkła dobrać tak, że głowa mnie nie boli (a najlepsze jest w tym to, że maksymalna różnica między jednym szkłem a drugim winna wynosić 2 dipotrie. U F. mi dobrali szkła z różnicą 3 dioptire. I widzę super.), a dwa że okulary na receptę oznacza, że po podbiciu przez NFZ (do którego trzeba się ofc oddzielnie pofatygować), kosztują o całe 10 złotych mniej... -.- Co przy cenie -uśredniając) - 160zł jest po prostu żałosne. Na bilety się więcej straci, jeżdżąc za receptą.

Jutro też się nie wyśpię, bo na 9 do fryzjera :) Ciekawam reakcji evenmori i Falco, jak mnie w piątek zobaczą! :D

Speaking of which: w piątek najprawdopodobniej zląduję koło 11-tej. Even, a ty jak wpadniesz? No i najważniejsze: CZY będziesz (choć odpowiedzi odmownej nie akceptujemy :P) Ale dokładnie to wam esa puszczę w czw, jak kupię bilet :)

A na razie katuję nowy song van Canto :)

sobota, 10 września 2011

Praca a pisanina

Eeech, po raz kolejny się przekonuję, że praca zarobkowa nie sprzyja jakiejkolwiek twórczości. Innymi słowy: jestem po 12-godzinnej nocce, chętnie bym sobie coś popisała, ale ani siły nie mam ani pomysłów. Skończy się pewnie na tym, że słuchając sobie J. Storma vel Fabia Lione wezmę na warsztat do komentowania kolejne opowiadanie Moniviran ;) A że jestem w humorze i całkiem nieźle mi idzie z mindfuckami, to od kilku dni moje pomysły sponsoruje cytat z fanfika nieocenionej Toroj aka Ewy Białołęckiej: 


"Zbij mnie paskiem albo przywiąż do parkana, bo ja kocham jak mnie karzesz, proszę pana!"
(śpiewy Weasleyów kierowane do Snape'a)

A jeśli chodzi o J. Storma...


J.Storm - Dancin' in My Dreams 




piątek, 9 września 2011

Good to be back!

No i nareszcie mam neta z powrotem :) Tych co się bali, uspokajam: nie, nie wyjeżdżam jednak do Anglii. Tak, będę 16-tego we Wrocławiu. Tak, będę na zlocie w październiku. I nie, nie leniłam się ;) Zaraz uciekam na 12-godzinną zmianę do pracy, ale najpierw zapodam fragmentem który udało mi się spłodzić (część z was fragment w tym fragmencie zna ;). A więc...

TO AAAAAAAAAAAAAAARMS!!

- Eeee, no… W zasadzie to był wypadek… Niechcący potrąciłem regał, na którym stała no i ona spadła. – zakończył kulawo.
- Nadal nie rozumiem, JAK ją zgubiłeś. Jeśli spadła, to należało ją podnieść i natychmiast odstawić na półkę.
-Tylko,  że ona spadła obok Kryształu Transportu, którego wcześniej aktywował Morath, bo akurat do czegoś tam mu był potrzebny. I w momencie, gdy ją w rękach trzymałem, on wleciał jak oparzony i wpadł na mnie.
Asaroth potarł skronie.
- To gdzie w końcu jest ta Księga?
- No właśnie nie wiem.
Najwyższy zamyślił się.
- Morathie, ty jesteś specjalistą od podróży, na jaki region miałeś ustawiony Kryształ?
Zawezwany do odpowiedzi lekko zzieleniał.
- Teoretycznie czy praktycznie? – zachłysnął się powietrzem, gdy napotkał rozzłoszczone spojrzenie opiekuna zguby. – To znaczy…  Parametry odpowiadały Krainie Ashar.
- Wspaniale… Kraina, gdzie akurat wojna się toczy… Jeśli wpadnie w nieodpowiednie ręce…
- Panie, nikt ze śmiertelnych nie jest w stanie jej przeczytać. – wtrąciła uspokajającym głosem Nemirith. Jako jedyna nie musiała się obawiać gniewu Pana Niebios. – Uważam, że powinieneś się na spokojnie zastanowić, co zrobimy.
- My? – wyrwało się jednoczenie z ust głównym sprawcom zamieszania.
Bogini spojrzała z irytacją.
- A co? Myśleliście, że was to ominie? Już i tak tkwicie w tym powyżej uszu!
Władca zaczął przechadzać się po Sali, pod czujnym ostrzałem dziesięciu par oczu.
„ Wielkie nieba, Księga Czasu pośrodku rozszalałej zawieruchy wojennej. Ba! Co gorsza, i to pośród tych zadziornych bałwanów z Ashar… I co tu teraz zrobić? Wyśledzić się nie da, bo inteligentnie sam ją obłożyłem zaklęciem ochronnym. Zejść samemu pośród Krainy nie mogę, ani wysłać kogokolwiek z tej całej zgrai… Nie no! Muszę kogoś wysłać, i to szybko!” – walnął pięścią o kolumnę z wściekłości.
- Na chwilę obecną zamykam Posiedzenie. Fuoran i Morath!
Obaj bogowie zastygli w bezruchu.
- Żeby żaden z was nie ważył się znikać! Do chwili, aż ustalę co dalej zrobimy, macie mi siedzieć w pałacu. Nie będę za wami gońców rozsyłał, jak będę chciał się czegoś od was dowiedzieć. A teraz wszyscy wynocha!
Sala opustoszała, jedynie pozostała Nemirith.
- Mój drogi, co zamierzasz uczynić? I nie myśl nawet, że uwierzę w twoje „jeszcze nie wiem”, za dobrze znam tę minę.
Najwyższy skrzywił się, a potem ciężko westchnął.
- Ani Fuorana ani Moratha wysłać nie mogę. Mogliby jeszcze bardziej wszystko pokomplikować. Sam się wmieszać nie mogę, bo tylko zaognię sprawy w Krainach.
- A nie możesz tej Księgi wyśledzić?
- Nie, sam na nią nakładałem zaklęcia ochronne. – westchnął ponownie. – Niestety jest tylko jedno wyjście: muszę wysłać Favillę po nią.
Bogini spojrzała na niego z niedowierzaniem.
- Naszą Favi?! Przecież ona jest jeszcze taka mała. Nie zna żadnej z tych Krain. A ty chcesz wysłać ją na misję, od którego zależy istnienie czegokolwiek?
- Jeśli masz lepszy pomysł, to powiedz. – sarknął. Po chwili kontynuował:
- Wiem, że to szaleństwo, ale naprawdę nie mamy innego wyjścia. Jedno jest pewne: nie mogę jej samej wysłać, musi ktoś iść z nią. I to ktoś, kto dobrze zna wszelkie aspekty tych ziem i kultur.
Zapadła cisza. Asaroth potarł w zamyśleniu brodę.
- Wybacz mi, ale muszę pomyśleć w samotności. Mogłabyś poprosić Favi, żeby przyszła do mnie za jakieś pól godziny?
- Oczywiście.
Nemirith odeszła, zostawiając męża zatopionego we własnych myślach.

***

Favilla stała oparta o barierkę okalającą pastwisko i rozmarzonym wzrokiem przyglądała się pokazowemu stadu rumaków swego ojca. Konie, nic nie robiąc sobie z obecności dziewczyny, galopowały z rozwianymi grzywami, przeganiając się dla zabawy z jednego miejsca w drugie. Już jako dziecko sprawiała niemałe problemy stajennym, którzy musieli bardzo uważać na małą dziewczynkę, która właziła bez żadnych zahamowań do boksów najwredniejszych ogierów. Te, o dziwo, nic jej nie robiły, a wręcz był problem, żeby ją stamtąd wydostać, gdyż koń, którego zaszczyciła akurat wizytą, nie pozwalał do niej nikomu podejść. Trzeba było wówczas wzywać Asarotha, żeby ten ją wyniósł, bo tylko jemu pozwalały podejść. Nie trzeba oczywiście dodawać, że stajnia trzęsła się wówczas od ryku wściekłego boga, który robił karczemną awanturę pracownikom, że nie uważali na jego księżniczkę. A księżniczka, nic sobie nie robiąc z ryku ojca, zaśmiewała się wniebogłosy i usiłowała wyrwać do kolejnego konia. Zresztą, podobne wyskoki zostały jej do tej pory. Choćby zwyczaj spania w boksie ulubionego wierzchowca jej ojca – Draugira. Wszyscy w Pałacu wiedzieli, że jeśli Favilli nie ma w komnacie, to jest gdzieś w pobliżu stajni.
Tam też znalazła ją matka.
- Znowu się im przyglądasz? – powiedziała, całując ją w czoło. – Oj Favi, kiedy ci przejdzie?
- Mamo, jak mi ma przejść? No tylko popatrz! – zawołała, wskazując na Draugira, który widząc, że mu się przyglądają, zaczął tańczyć, co chwilę odrzucając grzywę z rżeniem i zamiatając ogonem. Kobiety musiały zmrużyć oczy, gdyż w tak słoneczny dzień jego biała sierść odbijała światło jak lustro.
- Kochanie, ojciec prosił, żebyś przyszła do niego do gabinetu.
Favi spojrzała zdziwiona.
- Stało się coś?
- On sam ci wyjaśni. No leć! Przecież wiesz, że nie lubi czekać.
- Pani Nemirith! – to z daleka gnał jeden z dżinów zatrudnionych w pałacu. - Jest Pani potrzebna w pracowni!
Matka z córką spojrzały na siebie wymownie i zgodnie przewróciły oczami.
- Niech zgadnę: któraś  z dziewczyn wysadziła coś w powietrze? – powiedziała bogini, spoglądając na umorusanego sadzą dżina, który szkolił młode nimfy w przyrządzaniu leczniczych eliksirów.  – Już idę. Chodź kochanie, odprowadzę cię kawałek.

***
Asaroth siedział zachmurzony w gabinecie. Sytuacja była poważna, bardzo poważna, a wysyłanie ukochanej córki na dół mu się w żadnym wypadku nie podobało. Z zamyślenia wyrwało go pukanie do drzwi.
Favilla wetknęła głowę do środka przez uchylone drzwi.
- Tato, chciałeś mnie widzieć?
Najwyższy się uśmiechnął.
- Tak, wejdź kochanie i zamknij drzwi. – poczekał, aż dziewczyna zrobi, co powiedział i nałożył zaklęcie na drzwi, zapobiegające zbyt wścibskim uszom podsłuchiwanie.
Favi obserwowała ojca z rosnącym niepokojem.
- Tatku, co się stało? Nie byłeś tak zdenerwowany, od momentu kiedy 500 lat temu Taron dla zabawy wywołał Wielką Wojnę między Krainami, więc musiało się stać coś równie ważnego.
- Nie będę ukrywał – jest jeszcze gorzej niż myślisz. Ten idiota Fuoran, zgubił Księgę Czasu gdzieś w Krainie Ashar.
- Przecież tam trwa wojna! – zawołała przerażona. – Jeśli którakolwiek ze stron ją dopadnie…
- O tyle jesteśmy bezpieczni, że nikt ze śmiertelnych nie jest w stanie jej odczytać. Mogę tylko odczytać ją ja i Śmierć. No i Taron, który jak pamiętasz był bóstwem wojny, ale on jest uwięziony w Czeluści, więc nie stanowi zagrożenia.
Dziewczyna spojrzała na ojca poważnie.
- On jest również bóstwem niezgody i sprytu. Zawsze stanowi zagrożenie, nie możemy go całkowicie nie brać pod uwagę.
Asaroth spojrzał na nią pochmurnie.
- Wiem.. Masz rację. Problem w tym, że nie mam jak jej wyśledzić, a za bardzo nie mam kogo po nią wysłać. I dlatego pojedziesz ty.
- No dobr… Zaraz! Że jak??

***

Dwa tysiące lat czekania w nicości. Dwa tysiące lat planowania.
Czeluść, będąca miejscem zesłania tych, których bogowie chcieli ukarać w szczególności, była miejscem, a jednocześnie nim nie była. Najstraszniejszą karą dla kogokolwiek jest samotność. I tym właśnie była. Pustką. Nicością. Była jednocześnie ograniczona i bez granic. Z jednej strony można ją było odnaleźć, ale zlokalizować już nie. Czeluścią nazywa się umysł. Opróżniony ze wspomnień, obrazów, zapachów, dźwięku…
W takim oto miejscu, dwa tysiące lat temu został uwięziony sprawca Wielkiej Wojny, która niemal całkowicie wyludniła Krainy. Bóstwo niezgody, dwugłowy Taron. Zazdrosny o swego towarzysza z dzieciństwa Asaroth, rozgoryczony tym, iż został – w jego mniemaniu – pominięty w zaszczytach, rozpętał na Dole bratobójczą walkę, która rozprzestrzeniła się po całym ukochanym przez Najwyższego świecie. W efekcie został uwięziony we własnym umyśle, skazany na wieczną kłótnię ze swoją rozdwojoną jaźnią.
Lecz Pan Niebios popełnił błąd. Pozwolił zachować szaleńcowi swoje zdolności i wspomnienia, które tylko potęgowały jego rozgoryczenie i gniew. Zwykle skłócone jego rozdwojone „ja” doszło do porozumienia i zaczęło planować zemstę. W tym celu rozpoczęło mozolne doskonalenie jedynej zdolności, której inni nie byli świadomi. Taron był również Szepczącym w Ciemności, zdolnym do wnikania w umysły innych i pojawiania się w ich koszmarach sennych. W ten sposób był w stanie, choćby częściowo, opanować istoty słabsze. Z początku zdawało się to niemożliwe, ale po setkach lat ćwiczeń udało mu się wniknąć w umysł równego sobie – Fuorana i przekonać, by ten wykradł Księgę Czasu. Co prawda, nie wszystko poszło zgodnie z planem, bo ten ją zgubił , ale to już było nieważne. Istotne było to, że machina ruszyła.
Dwa tysiące lat planowania zemsty… I jeszcze nigdy nie był tak bliski wygranej.

piątek, 2 września 2011

For Ancelooooot!!

Na 90% nesia za dwa tygodnie będzie w Anglii :D Babka dzwoniła dziś o 8 czasu angielskiego i chciałaby, żebym przyjechała już w środę (tak, TĄ środę). ;) Ale najpierw muszę w pracy dać wypowiedzenie, ogarnąć połączenia do Wielkiej Brytanii i pozamykać parę spraw. Umowy są na 3 lub 6 miesięcy z możliwością przedłużenia ;)

Także z żalem już uprzedzam, że nie przyjadę tego 16-tego ani na zlot ;C Wiem, że gonie mnie będziecie reprezentować :)

Aha! Very important: kontaktujcie się ze mną na komórkę, bo mi neta odcięli :/ Akurat jak teraz jest najpotrzebniejszy...

czwartek, 1 września 2011

What a day, what a day!!

Dobra, zaczynając od końca, czyli od moich ukochanych chłopaków z Rhapsody of Fire. Alex ogłosił, że nowym basistą zespołu jest brat Holziego czyli Oliver Holzwarth. Grał on wcześniej z Blind Guardianem czy Tarją Turunen.

Serdecznie witamy!!


Swoją drogą, te ogolone głowy to chyba u nich znak rozpoznawczy w rodzinie... :B

Z drugich nowin: odezwano się do mnie w sprawie pracy w Anglii. Sęk w tym, że nie mogłam odebrać (a dzwonili cztery razy) bo byłam w pracy... -.- No ale nic. Jak jutro nie zadzwonią, to sama do nich zadzwonię ;)

Trzymajcie laseczki kciuki za mnie!!!