Innymi słowy: pojutrze wyjazd, a ja muszę się spakować. Jutro nie mogę, bo wrócę koło 23. A wtedy prysznic, ostatnie dopakowanie się (czytać: Nuclear Blast) i lulu. Rano wstać, kopnąć się po świeże bułki (czyli na otwarcie Biedry na 7 muszę być) - galopem z powrotem, zrobić sobie żarełko na drogę i na dworzec, bo o 9 mam ciopąg. W Breslau winnam zlądować koło 12 ;)
Sęk w tym, że mi się nie chce jak zaraza pakować. Ale muszę dźwignąć zad, bo jutro ni hu hu nie będzie mi się chciało pakować. Zresztą, jak na ostatnią minutę, to na bank pozapominam połowy rzeczy.
Anyway, wstawię sobie herbatę, pójdę po kolację i najpierw zrobię dwie listy: pierwszą, co muszę dokupić jutro, a drugą: co zabrać;)
Aha! Mam nową fryzurkę. Pics are yet to come ;)
A na dobranoc, moje ukochane...
To ja nie wiem, czy na początek nie pokażę ci mojej piaskownicy (obecnie UWr jest piaskownicą niezaprzeczalnie), bo mogą być wpisy :P Daj znać jak będziesz w: Obornikach Śląskich (potem patrz na lewo przez okno i pozdrów moje konie, jak zobaczysz hałdę żwiru), Pęgowie, bądź Wrocławiu Nadodrze. Możesz też tam wysiąść, bo mam dość blisko z Uni, aczkolwiek nie wiem, czy w międzyczasie nie pójdę się przebrać. Wstydzę się wyjść po ciebie w spódniczce :P
OdpowiedzUsuńMożesz wyjść - będą równe szanse, bo mam inną fryzurę. A zaraz zobaczę, gdzie ten ciopąg się zatrzymuje.
OdpowiedzUsuńPrzed Głównym staje tylko na Mikołajowie
OdpowiedzUsuńNesia-Mkołaj przywiezie nam prezenty!
OdpowiedzUsuńZ worem-torbą podróżną na plecach (bądź w ręku) :P
OdpowiedzUsuń