piątek, 9 września 2011

Good to be back!

No i nareszcie mam neta z powrotem :) Tych co się bali, uspokajam: nie, nie wyjeżdżam jednak do Anglii. Tak, będę 16-tego we Wrocławiu. Tak, będę na zlocie w październiku. I nie, nie leniłam się ;) Zaraz uciekam na 12-godzinną zmianę do pracy, ale najpierw zapodam fragmentem który udało mi się spłodzić (część z was fragment w tym fragmencie zna ;). A więc...

TO AAAAAAAAAAAAAAARMS!!

- Eeee, no… W zasadzie to był wypadek… Niechcący potrąciłem regał, na którym stała no i ona spadła. – zakończył kulawo.
- Nadal nie rozumiem, JAK ją zgubiłeś. Jeśli spadła, to należało ją podnieść i natychmiast odstawić na półkę.
-Tylko,  że ona spadła obok Kryształu Transportu, którego wcześniej aktywował Morath, bo akurat do czegoś tam mu był potrzebny. I w momencie, gdy ją w rękach trzymałem, on wleciał jak oparzony i wpadł na mnie.
Asaroth potarł skronie.
- To gdzie w końcu jest ta Księga?
- No właśnie nie wiem.
Najwyższy zamyślił się.
- Morathie, ty jesteś specjalistą od podróży, na jaki region miałeś ustawiony Kryształ?
Zawezwany do odpowiedzi lekko zzieleniał.
- Teoretycznie czy praktycznie? – zachłysnął się powietrzem, gdy napotkał rozzłoszczone spojrzenie opiekuna zguby. – To znaczy…  Parametry odpowiadały Krainie Ashar.
- Wspaniale… Kraina, gdzie akurat wojna się toczy… Jeśli wpadnie w nieodpowiednie ręce…
- Panie, nikt ze śmiertelnych nie jest w stanie jej przeczytać. – wtrąciła uspokajającym głosem Nemirith. Jako jedyna nie musiała się obawiać gniewu Pana Niebios. – Uważam, że powinieneś się na spokojnie zastanowić, co zrobimy.
- My? – wyrwało się jednoczenie z ust głównym sprawcom zamieszania.
Bogini spojrzała z irytacją.
- A co? Myśleliście, że was to ominie? Już i tak tkwicie w tym powyżej uszu!
Władca zaczął przechadzać się po Sali, pod czujnym ostrzałem dziesięciu par oczu.
„ Wielkie nieba, Księga Czasu pośrodku rozszalałej zawieruchy wojennej. Ba! Co gorsza, i to pośród tych zadziornych bałwanów z Ashar… I co tu teraz zrobić? Wyśledzić się nie da, bo inteligentnie sam ją obłożyłem zaklęciem ochronnym. Zejść samemu pośród Krainy nie mogę, ani wysłać kogokolwiek z tej całej zgrai… Nie no! Muszę kogoś wysłać, i to szybko!” – walnął pięścią o kolumnę z wściekłości.
- Na chwilę obecną zamykam Posiedzenie. Fuoran i Morath!
Obaj bogowie zastygli w bezruchu.
- Żeby żaden z was nie ważył się znikać! Do chwili, aż ustalę co dalej zrobimy, macie mi siedzieć w pałacu. Nie będę za wami gońców rozsyłał, jak będę chciał się czegoś od was dowiedzieć. A teraz wszyscy wynocha!
Sala opustoszała, jedynie pozostała Nemirith.
- Mój drogi, co zamierzasz uczynić? I nie myśl nawet, że uwierzę w twoje „jeszcze nie wiem”, za dobrze znam tę minę.
Najwyższy skrzywił się, a potem ciężko westchnął.
- Ani Fuorana ani Moratha wysłać nie mogę. Mogliby jeszcze bardziej wszystko pokomplikować. Sam się wmieszać nie mogę, bo tylko zaognię sprawy w Krainach.
- A nie możesz tej Księgi wyśledzić?
- Nie, sam na nią nakładałem zaklęcia ochronne. – westchnął ponownie. – Niestety jest tylko jedno wyjście: muszę wysłać Favillę po nią.
Bogini spojrzała na niego z niedowierzaniem.
- Naszą Favi?! Przecież ona jest jeszcze taka mała. Nie zna żadnej z tych Krain. A ty chcesz wysłać ją na misję, od którego zależy istnienie czegokolwiek?
- Jeśli masz lepszy pomysł, to powiedz. – sarknął. Po chwili kontynuował:
- Wiem, że to szaleństwo, ale naprawdę nie mamy innego wyjścia. Jedno jest pewne: nie mogę jej samej wysłać, musi ktoś iść z nią. I to ktoś, kto dobrze zna wszelkie aspekty tych ziem i kultur.
Zapadła cisza. Asaroth potarł w zamyśleniu brodę.
- Wybacz mi, ale muszę pomyśleć w samotności. Mogłabyś poprosić Favi, żeby przyszła do mnie za jakieś pól godziny?
- Oczywiście.
Nemirith odeszła, zostawiając męża zatopionego we własnych myślach.

***

Favilla stała oparta o barierkę okalającą pastwisko i rozmarzonym wzrokiem przyglądała się pokazowemu stadu rumaków swego ojca. Konie, nic nie robiąc sobie z obecności dziewczyny, galopowały z rozwianymi grzywami, przeganiając się dla zabawy z jednego miejsca w drugie. Już jako dziecko sprawiała niemałe problemy stajennym, którzy musieli bardzo uważać na małą dziewczynkę, która właziła bez żadnych zahamowań do boksów najwredniejszych ogierów. Te, o dziwo, nic jej nie robiły, a wręcz był problem, żeby ją stamtąd wydostać, gdyż koń, którego zaszczyciła akurat wizytą, nie pozwalał do niej nikomu podejść. Trzeba było wówczas wzywać Asarotha, żeby ten ją wyniósł, bo tylko jemu pozwalały podejść. Nie trzeba oczywiście dodawać, że stajnia trzęsła się wówczas od ryku wściekłego boga, który robił karczemną awanturę pracownikom, że nie uważali na jego księżniczkę. A księżniczka, nic sobie nie robiąc z ryku ojca, zaśmiewała się wniebogłosy i usiłowała wyrwać do kolejnego konia. Zresztą, podobne wyskoki zostały jej do tej pory. Choćby zwyczaj spania w boksie ulubionego wierzchowca jej ojca – Draugira. Wszyscy w Pałacu wiedzieli, że jeśli Favilli nie ma w komnacie, to jest gdzieś w pobliżu stajni.
Tam też znalazła ją matka.
- Znowu się im przyglądasz? – powiedziała, całując ją w czoło. – Oj Favi, kiedy ci przejdzie?
- Mamo, jak mi ma przejść? No tylko popatrz! – zawołała, wskazując na Draugira, który widząc, że mu się przyglądają, zaczął tańczyć, co chwilę odrzucając grzywę z rżeniem i zamiatając ogonem. Kobiety musiały zmrużyć oczy, gdyż w tak słoneczny dzień jego biała sierść odbijała światło jak lustro.
- Kochanie, ojciec prosił, żebyś przyszła do niego do gabinetu.
Favi spojrzała zdziwiona.
- Stało się coś?
- On sam ci wyjaśni. No leć! Przecież wiesz, że nie lubi czekać.
- Pani Nemirith! – to z daleka gnał jeden z dżinów zatrudnionych w pałacu. - Jest Pani potrzebna w pracowni!
Matka z córką spojrzały na siebie wymownie i zgodnie przewróciły oczami.
- Niech zgadnę: któraś  z dziewczyn wysadziła coś w powietrze? – powiedziała bogini, spoglądając na umorusanego sadzą dżina, który szkolił młode nimfy w przyrządzaniu leczniczych eliksirów.  – Już idę. Chodź kochanie, odprowadzę cię kawałek.

***
Asaroth siedział zachmurzony w gabinecie. Sytuacja była poważna, bardzo poważna, a wysyłanie ukochanej córki na dół mu się w żadnym wypadku nie podobało. Z zamyślenia wyrwało go pukanie do drzwi.
Favilla wetknęła głowę do środka przez uchylone drzwi.
- Tato, chciałeś mnie widzieć?
Najwyższy się uśmiechnął.
- Tak, wejdź kochanie i zamknij drzwi. – poczekał, aż dziewczyna zrobi, co powiedział i nałożył zaklęcie na drzwi, zapobiegające zbyt wścibskim uszom podsłuchiwanie.
Favi obserwowała ojca z rosnącym niepokojem.
- Tatku, co się stało? Nie byłeś tak zdenerwowany, od momentu kiedy 500 lat temu Taron dla zabawy wywołał Wielką Wojnę między Krainami, więc musiało się stać coś równie ważnego.
- Nie będę ukrywał – jest jeszcze gorzej niż myślisz. Ten idiota Fuoran, zgubił Księgę Czasu gdzieś w Krainie Ashar.
- Przecież tam trwa wojna! – zawołała przerażona. – Jeśli którakolwiek ze stron ją dopadnie…
- O tyle jesteśmy bezpieczni, że nikt ze śmiertelnych nie jest w stanie jej odczytać. Mogę tylko odczytać ją ja i Śmierć. No i Taron, który jak pamiętasz był bóstwem wojny, ale on jest uwięziony w Czeluści, więc nie stanowi zagrożenia.
Dziewczyna spojrzała na ojca poważnie.
- On jest również bóstwem niezgody i sprytu. Zawsze stanowi zagrożenie, nie możemy go całkowicie nie brać pod uwagę.
Asaroth spojrzał na nią pochmurnie.
- Wiem.. Masz rację. Problem w tym, że nie mam jak jej wyśledzić, a za bardzo nie mam kogo po nią wysłać. I dlatego pojedziesz ty.
- No dobr… Zaraz! Że jak??

***

Dwa tysiące lat czekania w nicości. Dwa tysiące lat planowania.
Czeluść, będąca miejscem zesłania tych, których bogowie chcieli ukarać w szczególności, była miejscem, a jednocześnie nim nie była. Najstraszniejszą karą dla kogokolwiek jest samotność. I tym właśnie była. Pustką. Nicością. Była jednocześnie ograniczona i bez granic. Z jednej strony można ją było odnaleźć, ale zlokalizować już nie. Czeluścią nazywa się umysł. Opróżniony ze wspomnień, obrazów, zapachów, dźwięku…
W takim oto miejscu, dwa tysiące lat temu został uwięziony sprawca Wielkiej Wojny, która niemal całkowicie wyludniła Krainy. Bóstwo niezgody, dwugłowy Taron. Zazdrosny o swego towarzysza z dzieciństwa Asaroth, rozgoryczony tym, iż został – w jego mniemaniu – pominięty w zaszczytach, rozpętał na Dole bratobójczą walkę, która rozprzestrzeniła się po całym ukochanym przez Najwyższego świecie. W efekcie został uwięziony we własnym umyśle, skazany na wieczną kłótnię ze swoją rozdwojoną jaźnią.
Lecz Pan Niebios popełnił błąd. Pozwolił zachować szaleńcowi swoje zdolności i wspomnienia, które tylko potęgowały jego rozgoryczenie i gniew. Zwykle skłócone jego rozdwojone „ja” doszło do porozumienia i zaczęło planować zemstę. W tym celu rozpoczęło mozolne doskonalenie jedynej zdolności, której inni nie byli świadomi. Taron był również Szepczącym w Ciemności, zdolnym do wnikania w umysły innych i pojawiania się w ich koszmarach sennych. W ten sposób był w stanie, choćby częściowo, opanować istoty słabsze. Z początku zdawało się to niemożliwe, ale po setkach lat ćwiczeń udało mu się wniknąć w umysł równego sobie – Fuorana i przekonać, by ten wykradł Księgę Czasu. Co prawda, nie wszystko poszło zgodnie z planem, bo ten ją zgubił , ale to już było nieważne. Istotne było to, że machina ruszyła.
Dwa tysiące lat planowania zemsty… I jeszcze nigdy nie był tak bliski wygranej.

8 komentarzy:

  1. Już lubię Favi ^^
    Widzę, że wkrada się Mroczny Element.
    Kiedy będą jednorożce?!

    OdpowiedzUsuń
  2. Favi mi bardzo kojarzy się z Falco :D te skłonności do koniowania za mną przemawiają..

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale ja też uwielbiam konie ;C Aczkolwiek o sobie nie myślałam jak ją tworzyłam :)

    Btw. "favilla" w języku włoskim znaczy iskra :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wy się lepiej módlcie, żebym nie umieściła niejakiego Fabiusza jako barda-kurwiarza, a do tego błazna :P

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja właśnie myślałam, że Nes w nią włożyła nieco siebie :D Podoba mi się imię Favilla, zastanawiałam się, skąd je wzięłaś.

    Fabio vel Jaskier?

    OdpowiedzUsuń
  6. Aha :D A Favi... To chyba taka mieszanka nesi i Falco ;D Znaczy się: podpalony koktajl Mołotova! :P

    OdpowiedzUsuń