wtorek, 4 października 2011

Mam mętlik w głowie

   Eeech... Jak wyżej. Poniżej podaję, com wymyśliła po nocce, a zaraz potem wyjaśnię, jak to się ma łączyć z tym, co do tej pory napisałam. I spróbuję sobie wszystko uporządkować...

   Jest rok 2050 według ziemskiego czasu. Jako, że głupota ludzka jest nieskończona (a także niekaralna), Ziemia uległa totalnej dewastacji. Lasy amazońskie wyrżnięto w pień, Antarktyda stopniała całkowicie, a Grenlandię, niegdyś zaśnieżoną i skutą lodem, obecnie porastają gęste lasy, z bardzo nieprzyjazną roślinnością. Afryka zaś, kiedyś zamieszkała, to jedna wielka pustynia, na której nic nie jest w stanie przeżyć bez odpowiedniej ochrony. Innymi słowy, co się dało, to zniszczono. Zresztą to, czego się nie dało, też zniszczono. Ot, zwykła próbka człowieczych możliwości. W roku 2030 życie na Ziemi stało się  niemal niemożliwe, więc wszystkie rządy na jakiś czas zakopały topory wojenne i skupiły się na poszukiwaniu w przestrzeni kosmicznej miejsca do skolonizowania i zamieszkania.
   Rezultat przeszedł najśmielsze oczekiwania.
   Okazało się, ni mniej ni więcej, iż Stwórca jest artystą wielce płodnym i światów znaleziono od groma i ciut ciut. Tyle, że już zamieszkanych. Nie muszę chyba dodawać, że mieszkańcom wybitnie było nie na rękę zadawanie się z „dzikusami” jak zwykli określać Ziemian.  Bez żadnych potyczek zbrojnych odbyło się chyba tylko z tego powodu, iż „kosmici” dysponowali zarówno technologią, jak i uzbrojeniem wielokrotnie przewyższającym mocą i klasą swoje ziemskie odpowiedniki. W zamian za zostawienie nowych planet w spokoju, przekazano potrzebującym technologie, które umożliwiły pobudowanie miast i zaadaptowanie ich do trudnych warunków. Prócz tego wszystkiego, znaleziono niezbite dowody na istnienie wyższej siły sprawczej, którą określono mianem Stwórcy. Jako, że nawet Stwórca ma ograniczone możliwości co do wysłuchiwania próśb (albo zwyczajnie woli się skupiać na nowych pomysłach), to każdy ze światów ma swój panteon niższych i wyższych bóstw, których najzwyczajniej w świecie wrobiono w niewdzięczną robotę usatysfakcjonowania mieszkańców danego obszaru.
   Większość informacji jednak pochodzi od Skoczków. Określa się tym mianem osoby mające odpowiednie predyspozycje psychiczne, które są w stanie przy pomocy odpowiednich fal mózgowych uruchomić kamienne teleporty, rozsiane po wszystkich planetach. U nas takim teleportem okazało się Stonehenge…

I jak to się ma do świata magii i technologii? Ano w taki, że jest on jednym z wielu. Połączone są kamiennymi teleportami - każdy z nich wygląda inaczej. Naszej Favi ma właśnie wspomniany Skoczek pomagać. Najogólniejszy zarys historii, to: ukradziono Księgę Czasu, której niewłaściwe użycie unicestwi wszystko, co istnieje. Favilla ma odzyskać ją z pomocą kilku osób (które zostaną wprowadzone).

Sęk w tym, że boję się oskarżeń o jedno: zbyt dużo zapożyczeń. Skoczkowie, podobnie jak światy oddzielne, pojawili się w grze The Longest Journey. W niej dowiadujemy się o istnieniu dwóch bliźniaczych światów, które stanowiły kiedyś jedno: świat magii Arkadię i świat technologii Stark (czyli odpowiednik naszej Ziemi). Natomiast Skoczek, to osoba zdolna otworzyć tunel między tymi światami i zdolna się przemieszczać między nimi. Natomiast, portale pomiędzy światami pojawiły się w innej grze - SpellForce. Tam portale stanowiły jedyną łączność między wyspami, na niemożliwym do przebycia morzu. Portale tam były używane przez wszystkich, a w szczególności przez runicznych wojowników.

Jedyne co w tym fragmencie sama wymyśliłam... No w sumie nie do końca. Moim pomysłem jest użycie Stonehenge jako teleportu, aczkolwiek jedna z hipotez, co do jego przeznaczenia to ta, że służy do komunikacji z istotami pozaziemskimi...

Pogubiłam się :C

A co wy o tym wszystkim sądzicie?

4 komentarze:

  1. Zapowiada się coraz ciekawiej :) Co do zapożyczeń to bym się tak nie martwiła bo nie ma chyba książki , w której nie wykorzystano by czegoś co już było napisane wcześniej.

    Chcę więcej :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja myślę, że nie ty jedna użyłabyś gotowych motywów, bo ogólnie spotkałam już podobnych parę. To jak z światami fantasy- elfy i krasnoludy prawie obowiązkowe. Grunt, co na tym zbudujesz. Koniec z końcem Sapkowski tyle wziął z ludowych wierzeń i legend, że nie wiem, a książka jest zaiste wspaniała, czyż nie?

    OdpowiedzUsuń
  3. to ja! Muza Twa! Czasu nie mam nawet by podrapac się w tyłek, ale odnalazłam dla Ciebie i opowiadania Twego :) Kibicuję małej Favi:) A moze jakiś wątek miłosny ze Skoczkiem? :D

    OdpowiedzUsuń